<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?><rss xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/" xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/" xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom" version="2.0" xmlns:media="http://search.yahoo.com/mrss/"><channel><title><![CDATA[A Konrad napisał]]></title><description><![CDATA[Konrad pisze o górskich przygodach, miejskich eskapadach, a czasem trochę bardziej osobiście. Wszystko to w towarzystwie zdjęć z jego aparatu.]]></description><link>http://ksieski.pl/</link><image><url>http://ksieski.pl/favicon.png</url><title>A Konrad napisał</title><link>http://ksieski.pl/</link></image><generator>Ghost 2.16</generator><lastBuildDate>Sat, 09 May 2026 15:50:32 GMT</lastBuildDate><atom:link href="http://ksieski.pl/rss/" rel="self" type="application/rss+xml"/><ttl>60</ttl><item><title><![CDATA[Karkonosze]]></title><description><![CDATA[Po wizycie w Sudetach pojechaliśmy w Tatry. Tam usłyszałem od nich: "Karkonosze to góry dla emerytów!"
=
A w rzeczywistości niejeden emeryt w Tatrach ma więcej sił i wigoru niż my na lichym podejściu pod Szrenicę!]]></description><link>http://ksieski.pl/karkonosze/</link><guid isPermaLink="false">5c759d164e9c9c0001e285a4</guid><category><![CDATA[Góry]]></category><dc:creator><![CDATA[Konrad Księski]]></dc:creator><pubDate>Thu, 21 Jan 2016 17:08:00 GMT</pubDate><media:content url="http://ksieski.pl/content/images/2015/09/IMG_6541.jpg" medium="image"/><content:encoded><![CDATA[<img src="http://ksieski.pl/content/images/2015/09/IMG_6541.jpg" alt="Karkonosze"><p>Po wizycie w Sudetach pojechaliśmy w Tatry. Tam usłyszałem od nich: &quot;Karkonosze to góry dla emerytów!&quot;</p>
<p><span class="right">A w rzeczywistości niejeden emeryt w Tatrach ma więcej sił i wigoru niż my na lichym podejściu pod Szrenicę!</span></p>
<p>Tym razem do Wrocławia docieram w o wiele lepszym stylu niż <a href="//ksieski.pl/praga-na-raz">ostatnio</a> - po raz pierwszy w życiu lecę samolotem! Szkoda tylko, że czas spędzony w Boeingu 737-800 to mniej niż jedna piąta całej podróży... Ale mimo to chyba polubię latanie, szczególnie to wciskające w fotel przyspieszenie podczas startu!</p>
<p>Z lotniska odbiera mnie biała strzała kierowana przez Tomka - przepiękny Pegueot 206 z lekko tłukącym się tłumikiem. Noga na gazie - nasz pociąg odjeżdża ledwo pół godziny po moim lądowaniu. Cholera wie, czy zdążylibyśmy wyrobić się i dojechać na Wrocław Główny... Na szczęście ta ponad półmilionowa metropolia posiada także dworzec zachodni!</p>
<p><span class="right">O którym nikt z nas do tej pory nie słyszał. A chłopaki siedzą tutaj już półtora roku!</span></p>
<p><img src="http://ksieski.pl/content/images/2015/09/IMG_6153.jpg" alt="Karkonosze"></p>
<p>Dworzec... Mocno powiedziane! Peron zachodni? Zachodnie... coś? Stacja <a href="https://www.google.pl/maps/@51.2208497,22.4252891,3a,75y,37.59h,74.47t/data=!3m6!1e1!3m4!1sAApa_yuDmqFqLffjbBJlLA!2e0!7i13312!8i6656">Motycz</a>, albo i nawet Stasin Polny?  Najważniejsze, że zdążyliśmy i chwilę po ósmej wsiadamy w pociąg REGIO &quot;Kamieńczyk&quot;. Zgodnie z nazwą pociągu, naszym celem - Szklarska Poręba Górna!</p>
<p><span class="right">Na marginesie - trasa pociągu pod koniec jego biegu jest naprawdę widokowa i - krótko mówiąc - urocza!</span></p>
<p><img src="http://ksieski.pl/content/images/2015/10/IMG_6179.jpg#wide-alt" alt="Karkonosze"></p>
<p>Wysiadając z pociągu, uderza w nas fala gorącego powietrza. Słoneczna pogoda bezlitośnie podgrzewa atmosferę - niemalże do temperatury ludzkiego ciała. Upały pozostaną z nami przez kolejne trzy dni, podczas których nie rozstaniemy się z cholernie ciężkimi plecakami ani na moment!</p>
<p>Z dworca PKP do centrum miasta prowadzi nas strome zejście. Jeden z chłopaków rzuca: <em>&quot;Możemy tutaj wchodzić gdziekolwiek, ale najgorszy kawałek pod górę to wracanie do pociągu po tej stromiźnie!&quot;</em>. O tak - prorocze słowa! W mieścinie szybka wizyta w aptece po krem do opalania - bez niego po trzech dniach osiągnąłbym efekt odwrotny niż Michael Jackson.</p>
<p>Plan na <a href="http://mapa-turystyczna.pl/route/t67">dzień pierwszy</a>: ze Szklarskiej czerwonym szlakiem, przez wodospad Kamieńczyka, podejściem na szczyt Szrenicy. Następnie, kontynuując wędrówkę wzdłuż Głównego Szlaku Sudeckiego, idziemy przez zachodnią część Śląskiego Grzbietu aż do przełęczy Karkonoskiej i schroniska PTTK Odrodzenie.</p>
<p><img src="http://ksieski.pl/content/images/2015/11/IMG_6249-1.jpg#wide" alt="Karkonosze"></p>
<p>Hartujemy się na podejściu na Szrenicę. Dostrzegamy dość istotny problem - pijemy tak dużo, że zapasów wody wystarczy nam maksymalnie do połowy trasy. Trzy litry na głowę, a każdy z nas już od dłuższej chwili korzysta z drugiej butelki... Słoneczko i plecaki też starają się nam zakomunikować - &quot;nie będzie tak łatwo!&quot;.</p>
<p>Na szczycie odpoczywamy pod schroniskiem. Przy kanapkach obserwujemy jak ekipa próbuje postawić nową antenę obok budynku. Przyglądając się, chłopaki - inżynierowie (a dzień po powrocie z wyprawy już magistrzy!) - zachwycają się, ile to rzeczy można zrobić za pomocą trytytek. Na dole, w Łabskim Kotle, małe stado jeleni spokojnie pasie się między drzewami.</p>
<p><img src="http://ksieski.pl/content/images/2015/11/IMG_6239-1.jpg#wide-down" alt="Karkonosze"></p>
<div class="tiles">
<div class="left">
<p><img src="http://ksieski.pl/content/images/2015/11/IMG_6234.jpg" alt="Karkonosze"></p>
 </div>
<div class="right">
<p><img src="http://ksieski.pl/content/images/2015/11/IMG_6261-1.jpg#alt" alt="Karkonosze"></p>
 </div>
 </div>
<p>Rozglądając się po okolicy - dookoła wszystkie wzniesienia i szczyty wydają się niemalże płaskie. Dopiero gdy spoglądamy w dół, w kierunku Jeleniej Góry, widzimy różnicę wysokości. W schronisku uzupełniamy wodę i lecimy dalej. Na horyzoncie jeden z najbardziej charakterystycznych punktów orientacyjnych - przekaźnik przy Śnieżnych Kotłach. Maszerujemy w jego kierunku.</p>
<p>Każde pasmo górskie ma dla mnie swój unikalny klimat i wywiera na mnie jedyne  swoim rodzaju wrażenie. Karkonosze nie są wyjątkiem. Jest tu... szeroko. Wszędzie daleko. Zagospodarowanie tych gór rzuca się w oczy. I ten mój ulubiony, czeski język. A moją bezwarunkową reakcją na mowę naszych południowych sąsiadów jest ledwo dający się powstrzymać chichot.</p>
<p><span class="right">Nic nie poradzę, że ten język jest taki śmieszny! Taki poważny kraj!</span></p>
<p>Niby dość płasko, kopulasto, a jednak szlak urozmaicony jest kilkoma ciekawymi formacjami skalnymi, sięgającymi kilkunastu metrów. Co najlepsze - na większość można spokojnie wejść - właśnie to uwielbiam! Mijamy Trzy Świnki, mijamy Twarożnik, bokiem obchodzimy Łabski Szczyt, aby za chwilę zameldować się przy przekaźniku i Śnieżnych Kotłach.</p>
<p><img src="http://ksieski.pl/content/images/2015/11/IMG_6273.jpg#alt" alt="Karkonosze"></p>
<p>Dopiero tutaj alpejski krajobraz Śnieżnych Kotłów w pełni uświadamia nam, jak wysoko zaszliśmy. Ich ściany opadają pionowo przez sto metrów - widok ten wywołuje na mnie niemałe wrażenie. Szczególnie, gdy patrzę na budynek stacji przekaźnikowej, stojącej jakby na urwisku, a dalej tylko morze niskiego, płaskiego lądu.</p>
<p>I tak - w tym miejscu najwyraźniej zawsze wieje!</p>
<p>Dłuższy postój przy Czeskich Kamieniach. A raczej na Czeskich Kamieniach. Sprawdzamy tempo - nie musimy się nigdzie spieszyć, chociaż w promieniach słońca czuć już nadchodzący wieczór. Delektujemy się kompletną ciszą - o tej porze na szlaku już pusto. Nic tylko tak siedzieć i siedzieć...</p>
<div class="tiles">
<div class="left">
<p><img src="http://ksieski.pl/content/images/2015/11/IMG_6300.jpg#alt" alt="Karkonosze"></p>
 </div>
<div class="right">
<p><img src="http://ksieski.pl/content/images/2015/11/IMG_6196-1.jpg#alt" alt="Karkonosze"></p>
 </div>
 </div>
<p>Po nieco ponad godzinie marszu, meldujemy się w Odrodzeniu. Bierzemy piwo i siadamy na tarasie, skąd obserwujemy przepiękny zachód słońca. Zasłużone chwile relaksu - gramy nawet w ping-ponga! Spokój, świetne towarzystwo, chłód nadchodzącej nocy. Niesamowity klimat, podsycany przez świadomość, że zasypiam w górach i jutro obudzę się w górach. Podoba mi się tutaj!</p>
<p><img src="http://ksieski.pl/content/images/2015/11/IMG_6344.jpg#alt" alt="Karkonosze"></p>
<p>Budzimy się nie tak rano. Dzisiaj zaplanowany mamy spokojny, dość krótki, aczkolwiek <a href="http://mapa-turystyczna.pl/route/evia">widokowy dzień</a> - z Odrodzenia schodzimy do Szpindlerowego Młyna, skąd następnie wspinamy się na Równię pod Śnieżką aby w końcu dojść do schroniska PTTK Samotnia.</p>
<p>Wychodzimy kilka minut po dziesiątej. Znów niesamowity upał. Zielony szlak kilkukrotnie przecina drogę prowadzącą na Przełęcz Karkonoską - pokonują ją głównie taksówki i kolarze. Mijając po drodze stadko kóz i czeskie gospodarstwa, napotykamy zimne wody Białej Łaby. Idealna okazja na choć chwilowe orzeźwienie - z wielkim entuzjazmem ochlapujemy nasze twarze.</p>
<p><span class="right">Za to Tomasz, z trochę mniejszym entuzjazmem, ochlapuje się niemalże w całości...</span></p>
<p>Kilkaset metrów niżej, przy Panieńskim Mostku, Biała Łaba wpada do tej prawdziwej Łaby - której źródło znajduje się nie tak daleko mijanego przez nas wczoraj... Łabskiego Szczytu. Logiczne! Ścieżką czysto już parkową, mijając opuszczony, betonowy bunkier i przechodząc przez drewniany most, wchodzimy do Szpindlerowego Młyna.</p>
<p><img src="http://ksieski.pl/content/images/2015/11/IMG_6407.jpg#alt" alt="Karkonosze"></p>
<p>Sam kurort jest przepiękny - ma w sobie <em>to coś</em>, czego nie ma prawie żadna polska miejscowość kończąca się na &quot;Zdrój&quot;. Pewnego rodzaju urok, poczucie odcięcia od świata, sielankowość, i jakże miłą dla oka, inną architekturę... Ach, ciężko jest mi to nawet opisać.</p>
<p>Sprawa wizyty po czeskiej stronie była jednym z nienaruszalnych punktów wyprawy. Główną motywacją - Studentská i Becherovka. Czekolada i ziołowa nalewka. A co z tego, że dostępne w Polsce? Przecież kupione i przywiezione z Czech smakują tysiąckrotnie lepiej!</p>
<p><a name="oplatky"></a></p>
<p>Do listy zakupów dorzucamy Kofolę (czemu tego nie ma w Polsce!?) oraz coś, co jadłem wieki temu na Słowacji w miejscowości Bardejovské Kúpele - oplatky. To bardzo cienkie wafelki, czy też andruty, z suchym, kruchym, słodkim nadzieniem.</p>
<p><span class="right">Prze-py-szne. Mega słodkie. Orzechowe. Prze-py-szne!</span></p>
<p><img src="http://ksieski.pl/content/images/2015/11/IMG_6455.jpg#wide" alt="Karkonosze"></p>
<p>Kończymy miłe leniuchowanie nad brzegiem Łaby. Czas wracać na polską stronę. Z tym postanowieniem, po dwustu metrach wspinaczki zrzucamy ledwo założone plecaki. Odcięło. O cholera. Odcięło wszystkie siły, a nie zeszliśmy jeszcze nawet z asfaltu. Nadal jesteśmy w miasteczku! Osobiście - najstraszniejszy fragment wędrówki kiedykolwiek - a przecież mam za sobą całkiem szalone wyczyny!</p>
<p><span class="right">A z naszej winy tytuł 'najstraszniejszego [..]' przetrwał jedynie kilkanaście godzin...</span></p>
<p>Oddech łapiemy co kilkanaście minut. Z nieba sączy się żar. Po kilku przystankach chłopaki lekko odżywają, ale ja wciąż nie czuję nawet krztyny sił do marszu. Szlaki rozchodzą się na dwa warianty, aby po godzinie znów się połączyć - oba trawersują południowy stok Kozich Grzbietów. Wybieramy Judeichową Scieżkę, znakowaną na żółto.</p>
<p>W dole, po naszej prawej stronie rozciąga się przepiękny widok na dolinę, w której znajduje się najstarsza, sięgającą XVI wieku, część Szpindlerowego Młyna - Svatý Petr - Święty Piotr. Była to niegdyś osada górników i drwali. Nad Świętym Piotrem górują szczyty <em>Přední planiny</em>, <em>Stoha</em> i <em>Zadní planiny</em>.</p>
<p><img src="http://ksieski.pl/content/images/2015/11/IMG_6456-1.jpg#alt" alt="Karkonosze"></p>
<p>Zaraz pod granicą lasu szlaki łączą się, wyznaczając ostatni etap naszych męczarni - dwieście metrów przewyższenia wśród kosodrzewiny, po skalnych stopniach i, gdzieniegdzie, stalowych schodkach. Mijamy kolarza wnoszącego tutaj swój górski rower. Jakim cudem wpadł na taki pomysł?</p>
<p>Przy kolejnym postoju tenże rowerzysta mija nas. Rzucam do niego kilka słów podziwu dla tego co robi. Okazuje się - Polak! W jego planach - kółko z Karpacza, przez Szpindlerowy Młyn i Śnieżkę, do miejsca startu. Dosadnie oznajmił, że nie był świadomy, że będzie tutaj <em>aż tak</em> stromo.</p>
<p><span class="right">My też nie sądziliśmy, że ledwo wejdziemy pod tę górę!</span></p>
<p>Na końcu podejścia długo wyczekiwana chwila wytchnienia. Koniec wspinaczki na dziś! Odpoczywamy na pobliskim <em>Krakonošu</em>. Krakonoš, Duch Gór, Liczyrzepa. Bohater wielu opowieści i miejscowych legend na przestrzeni wieków. Na szczęście dziś patrzy na nas łaskawym okiem i pozwala na wędrówkę bez większych niespodzianek.</p>
<div class="tiles">
<div class="left">
<p><img src="http://ksieski.pl/content/images/2015/12/IMG_6459-1.jpg#alt" alt="Karkonosze"></p>
 </div>
<div class="right">
<p><img src="http://ksieski.pl/content/images/2015/12/IMG_6527.jpg#alt" alt="Karkonosze"></p>
 </div>
 </div>
<p>A dalej już płasko - Biała Łąka, zatarte przez czas ruiny spalonej przez Wehrmacht Rennerovej Boudy oraz Rennerova studzienka, przy której znów skrapiamy twarze lodowatą wodą. Orzeźwienie pomaga tylko na chwilę. Na szczęście w sukurs przychodzi nam najwyżej położony browar w całej Europie Środkowej - <a href="http://www.lucnibouda.cz/en/brewery.html">Luční bouda</a>. Idealnie!</p>
<p><span class="right">Akurat nie było IPA, więc skończyło się na maślanym, czeskim pilznerze...</span></p>
<p>A dalej już łatwo, hyc na Równię pod Śnieżką, przy Spalonej Strażnicy hyc w dół do Strzechy Akademickiej, gdzie idąc jeszcze ciut w dół, lądujemy nad brzegiem Małego Stawu, pod schroniskiem o bardzo adekwatnej do miejsca nazwie - PTTK Samotnia.</p>
<p><img src="http://ksieski.pl/content/images/2016/01/IMG_6366.jpg#alt" alt="Karkonosze"></p>
<p>Miejsc do spania - brak. Nie omija mnie, tradycyjna już dla reszty ekipy, herbata z Becherovką w jadalni schroniska. Dość powiedzieć, że żywot tej butelki nie dotrwał do dnia następnego, a co dopiero mówić o Wrocławiu. A śpimy gdzie? Przecież każdy z nas czuł to w kościach - pod schroniskiem, w towarzystwie rozgwieżdżonego nieba.</p>
<hr>
<p>Budzimy się zanim na dobre udało nam się zasnąć. Uparcie decydujemy się realizować <a href="http://mapa-turystyczna.pl/route/zbrc">nasz ambitny plan</a> - wschód słońca na Śnieżce i powrót do Szklarskiej. Latarki tylko lekko pomagają - przy takiej pełni księżyca spokojnie można iść bez nich. Im bliżej, tym więcej ludzi wędruje obok nas - spektakl będzie przynajmniej tak samo popularny jak <a href="http://ksieski.pl/babia-gora">ten na Babiej Górze</a>.</p>
<p>A najstraszniejszy odcinek wędrówki kiedykolwiek? Właśnie teraz, właśnie tu. Stromo. Ciężko na plecach. Snu prawie wcale. Mimo tego, że przewyższenie tutaj to tylko nieco ponad 150 metrów, jest bardzo źle. Becherovka krążąca nadal w żyłach tym bardziej nie pomaga. Oj, nie pomaga...</p>
<p><img src="http://ksieski.pl/content/images/2016/01/IMG_6541-1.jpg#wide-alt" alt="Karkonosze"></p>
<p>A wschód... Jak zwykle ten widok wynagradza mi wszystko, wszelki trud i każdy kryzys - zarówno te już napotkane, jak i te, które jeszcze przede mną. Tyle zachodu, żeby przez kilka minut patrzeć jak szybko Słońce porusza się po nieboskłonie. Jedna, dwie chwile, a już wisi wysoko nad horyzontem. Ogarnia mnie niesamowita satysfakcja - polecam każdemu takie przeżycie!</p>
<p>Od tego momentu już tylko wracamy. Chowam aparat - nie mam siły nawet myśleć o zdjęciach. Schodzimy ze szczytu do Domu Śląskiego. Śniadanie. Padam na ławkę z wycieńczenia. Michał ratuje mnie konserwą. Po długim postoju i uzupełnieniu wody, ruszamy dalej. Nadal jest źle, ale z każdym krokiem jest ociupinkę lepiej.</p>
<div class="tiles">
<div class="left">
<p><img src="http://ksieski.pl/content/images/2016/01/IMG_6546.jpg" alt="Karkonosze"></p>
 </div>
<div class="right">
<p><img src="http://ksieski.pl/content/images/2016/01/IMG_6568-1.jpg" alt="Karkonosze"></p>
 </div>
 </div>
<p><img src="http://ksieski.pl/content/images/2016/01/IMG_6618.jpg#up-alt" alt="Karkonosze"></p>
<p>Mijamy Spaloną Strażnicę, kotły Małego i Wielkiego Stawu, Słonecznik. Odżywamy. Dalej kawałek nudnego szlaku, prowadzącego nas prosto do Odrodzenia. Przerwa. Wchodząc do schroniska widzę, jak jeden z turystów odbiera naleśniki. O nie, nie, nie! Chrzanię konserwy i wodę! Kawę i naleśniki poproszę!</p>
<p>Na tarasie ogarniamy powrotny pociąg. Za nami już prawie połowa trasy. Według mapy do Szklarskiej mamy jeszcze 5 godzin. A pociąg... za cztery i pół. A następny dopiero późnym wieczorem. Szybka decyzja - gonimy tyle, ile fabryka dała w nogach. Powinno się udać!</p>
<p>Z Odrodzenia szlak jeszcze przez kilkanaście minut prowadzi lekko w dół, aż do przełęczy Dołek. A potem znów podejście. Presja czasu. Po stu, dwustu metrach pod górę robimy przerwę. Skończył się nam oddech. Oho. Jak tak dalej pójdzie, to może zdążymy na ten późniejszy pociąg. Choć i to nie jest pewne...</p>
<p>A potem nasze tempo zaskoczyło mnie zupełnie. Bez żadnego postoju, w dusznym powietrzu i gorącym już słońcu bezproblemowo weszliśmy na Śląskie i Czeskie Kamienie, i nim się obejrzałem, byliśmy już przy przekaźniku. Tam, zamiast dalej iść przez Szrenicę, wybraliśmy szybsze zejście - Zimową Drogę - żółty szlak prowadzący przez Łabski Kocioł.</p>
<p><img src="http://ksieski.pl/content/images/2016/01/IMG_6274-2.jpg#wide-alt" alt="Karkonosze"></p>
<p>Mijamy schronisko Pod Łabskim Szczytem i wchodzimy w las. Za każdym zakrętem zastanawiamy się - &quot;kiedy w końcu wejdziemy do Szklarskiej?&quot;. I za każdym zakrętem dostajemy odpowiedź: &quot;jeszcze nie teraz&quot;. Szlak dłuży się w nieskończoność. Tylko las, las, las.</p>
<p>W końcu Szklarska. Musimy jeszcze przejść przez całą miejscowość. Ludzie dziwnie się na nas patrzą, niektórzy z myślą - <em>&quot;wariaci!&quot;</em>, inni z lekkim podziwem w oczach. Od stacji PKP dzieli nas jedynie ten ostatni, cholernie stromy kawałek. W jego połowie, na widok małej fontanny mówię: <em>&quot;Chłopaki, ogarnijmy się tutaj, ochlapmy się wodą!&quot;</em>. Od Tomka dostaję odpowiedź: <em>&quot;Jak tu się zatrzymam, to tutaj zostanę i nigdzie już nie pójdę!&quot;</em>.</p>
<p><img src="http://ksieski.pl/content/images/2016/01/IMG_6515.jpg#alt" alt="Karkonosze"></p>
<p>Tempo na tyle dobre, że na pociąg czekaliśmy ponad pół godziny. Zdążyliśmy. Koniec. Plan wykonany. Trzydzieści kilometrów pokonane. Teraz tylko kimnąć się w pociągu, wysiąść na dobrej stacji, załadować się w białą strzałę i do domu!</p>
]]></content:encoded></item><item><title><![CDATA[Praga na raz]]></title><description><![CDATA[Przyjazd w sobotę, wyjazd w niedzielę. Wypad na weekend.
=
W tym czasie uwarzyłem piwo i zobaczyłem Pragę. Tempo iście ekspresowe!]]></description><link>http://ksieski.pl/praga-na-raz/</link><guid isPermaLink="false">5c759d164e9c9c0001e285a3</guid><category><![CDATA[Eskapady]]></category><dc:creator><![CDATA[Konrad Księski]]></dc:creator><pubDate>Wed, 12 Aug 2015 17:38:24 GMT</pubDate><media:content url="http://ksieski.pl/content/images/2015/07/IMG_5748-copy.jpg" medium="image"/><content:encoded><![CDATA[<img src="http://ksieski.pl/content/images/2015/07/IMG_5748-copy.jpg" alt="Praga na raz"><p>Przyjazd w sobotę, wyjazd w niedzielę. Wypad na weekend.</p>
<p><span class="right">W tym czasie uwarzyłem piwo i zobaczyłem Pragę. Tempo iście ekspresowe!</span></p>
<p><img src="http://ksieski.pl/content/images/2015/08/IMG_5630-3.jpg#wide" alt="Praga na raz"></p>
<p>We Wrocławiu melduję się o 5 rano. Niewyspany, po nocy w pociągu, kupuję największą kawę, jaką się da. Dreszcze - zimno na tym zachodzie... Łyk za łykiem, podziwiam budynek dworca. Skubany, ładny jest.</p>
<p>Zgodnie z umową, kilkanaście minut później przyjeżdża Michał. Jest jakaś sprawiedliwość - on też się nie wyspał! Lecimy na błyskawiczny spacer przez Rynek i Stare Miasto, zahaczając o katedrę św. Jana Chrzciciela. Wszystko po to, abym cokolwiek z tego Wrocławia zobaczył - jestem tutaj po raz pierwszy.</p>
<div class="tiles">
<div class="right">
<p><img src="http://ksieski.pl/content/images/2015/08/IMG_5633.jpg#alt" alt="Praga na raz"></p>
 </div>
<div class="left">
<p><img src="http://ksieski.pl/content/images/2015/08/IMG_5634-1.jpg" alt="Praga na raz"></p>
 </div>
 </div>
<p>Po siódmej odmierzamy już wodę, słody i zaczynamy zacierać. Kolaboracja <a href="https://www.facebook.com/beerliftbrewery">Beer Lift Brewery</a> oraz <a href="https://www.facebook.com/akonradnapisal/posts/853211988098338">Księskiego Browaru</a>. Robimy Black IPA na amerykańskich chmielach. Żeby nie było za łatwo, oprócz warzenia chłopaki rozlewają w butelki swój porter bałtycki. Huk roboty!</p>
<p><span class="right">Tak minęła sobota, dzień pierwszy.</span></p>
<p>Wstajemy z zamkniętymi oczami, aby wyjechać o 6:30. Kierunek - przejście w Kudowie Zdroju, a dalej na Pragę! Zaraz za granicą, na stacji benzynowej w <em>Nachodzie</em>, Tomasz kupuje winietę.</p>
<blockquote>
<p>&quot;Weźcie to gdzieś naklejcie&quot; - mówi Tomek</p>
</blockquote>
<blockquote>
<p>&quot;No gdzie?&quot; - odpowiada Michał</p>
</blockquote>
<blockquote>
<p>&quot;Gdziekolwiek!&quot;</p>
</blockquote>
<p><a name="policie"></a></p>
<p>Żebyśmy wtedy wiedzieli, co będzie znaczyć to jego <em>&quot;gdziekolwiek&quot;</em>... Winieta powędrowała na prawy górny róg szyby. Po godzinie monotonnej i pełnej ziewania jazdy, docieramy do autostrady.</p>
<p><img src="http://ksieski.pl/content/images/2015/07/IMG_5649.jpg#wide" alt="Praga na raz"></p>
<p>Wjeżdżając, mijamy patrol policji, stojący na końcu ślimaka. Widzimy, jak dwóch panów się nam przygląda. Oho! Chwilę potem słyszę - <em>&quot;Jadą za nami!&quot;</em>.</p>
<blockquote>
<p>&quot;No to Tomasz, goń!&quot; - śmieje się siedzący z przodu Michał</p>
</blockquote>
<p>Policjanci zrównali się, popatrzyli na naszego białego Peugeot 206, a następnie szybko wskoczyli przed nas i zaczęli migać światłami.</p>
<p>Na poboczu wysiedli, podeszli do nas i przywitali się. Jeden z nich wsadził swoją głowę do auta, dokładnie przyglądając się winiecie. Po chwili oznajmił:</p>
<blockquote>
<p>&quot;Maly mandáčik. Sto korun, to je čtyři eura.&quot;</p>
</blockquote>
<p>Wyszło na to, że winietę przed naklejeniem trzeba podpisać numerem rejestracyjnym. I nakleić ją w prawym, <strong>dolnym</strong> rogu szyby. Przygotowani byli na nas, mieli nawet terminal do płatności kartą!</p>
<hr>
<p>Kilkanaście kilometrów przed Pragą, Tomek wyprzedza busa. Kilka chwil potem ten sam bus zrównuje się z nami. Czeska służba celna - cholera! I co? Oczywiście już skanują naszą przednią szybę w poszukiwaniu winiety. Kogut, eskorta na stację benzynową. Tomasz z mandatem w ręku tłumaczy, że my już dostaliśmy za swoje - celnicy w śmiech. Po rutynowym pytaniu <em>&quot;alkohol, cigarety?&quot;</em> możemy jechać dalej.</p>
<p><img src="http://ksieski.pl/content/images/2015/07/IMG_5651.jpg#alt" alt="Praga na raz"></p>
<p>Parkujemy na <em>Černym Moście</em> - to niby już Praga? Totalne obrzeża, wylotówka z resztką bloków i wielkimi, podmiejskimi hipermarketami. Kupujemy bilety na metro i wskakujemy do wagonika linii B. Dziesięć przystanków, a potem wyjątkowo długie ruchome schody.</p>
<p>Najgłębsza stacja metra w Warszawie - Nowy Świat-Uniwersytet - leży 24 metry pod poziomem gruntu. Nasz cel - praska stacja pod placem Republiki (<em>Náměstí Republiky</em>) - aż 40 metrów! Ciekaw jestem, jak długo jadą ruchome schody w Kijowie - tam na stacji Arsenalnej jest do pokonania, bagatela, 100 metrów przewyższenia!</p>
<p><img src="http://ksieski.pl/content/images/2015/08/IMG_5653-2.jpg" alt="Praga na raz"></p>
<p>Wychodzimy na słońce. Rozglądam się szybko dookoła - gdzie ja jestem? Przecież to inne miasto, zupełnie inny świat!</p>
<p>Wystarczy chwila, aby poczuć zupełnie inną atmosferę. W oczy uderza mnie ta piękna, lecz tak odmienna architektura. Nie umiem jej nazwać - zachodnia? austrowęgierska? Dookoła splot gotyku, renesansu, klasycyzmu. Według numeracji dzielnic - Praga 1. Podoba mi się, mógłbym zwiedzać i zwiedzać!</p>
<p><span class="right">Niestety dzisiaj mamy mało czasu.</span></p>
<p>Gnamy przez zatłoczone <em>Staré Město</em>. Robiąc zdjęcia o mało się nie gubię. Szybki rzut oka na rynek, przez który przedziera się procesja <em>&quot;Hare Krsna&quot;</em>. Trzeba przyznać - Czesi mają tutaj o wiele więcej budynków &quot;cieszących oko&quot; niż w jakimkolwiek polskim mieście. Nie trzeba się długo zastanawiać, czemu tak jest.</p>
<div class="tiles">
<div class="right">
<p><img src="http://ksieski.pl/content/images/2015/08/IMG_5666-2.jpg#alt" alt="Praga na raz"></p>
 </div>
<div class="left">
<p><img src="http://ksieski.pl/content/images/2015/08/IMG_5659-3.jpg#alt" alt="Praga na raz"></p>
 </div>
 </div>
<p>Kolejny rzut oka na ratuszową wieżę z XIV wieku i jej przepiękny zegar astronomiczny, działający od ponad 600 lat. Chwilę potem, przechodząc pod jedną z wież, wkraczamy na most Karola IV - króla Czech i Świętego Cesarza Rzymskiego. Jest to niewątpliwie jeden z najbardziej znanych symboli Pragi.</p>
<p>Znacie różne legendy, czy też zwyczaje mające zapewnić pomyślność i powrót do odwiedzanego miasta? Tak? Super - tak się składa, że jesteśmy w idealnym miejscu! Nie musicie nawet sięgać po portfel!</p>
<p><img src="http://ksieski.pl/content/images/2015/08/IMG_5759-2.jpg#wide-alt" alt="Praga na raz"></p>
<p>Balustrady mostu zostały ozdobione trzydziestoma barokowymi rzeźbami (choć dziś są to w większości repliki). Jedna z nich przedstawia św. Jana Nepomucena, który w tym miejscu dokonał swojego żywota. Według legendy, Jan wkurzył Wacława IV (syna Karola IV) tym, że nie wyjawił tajemnicy spowiedzi jego żony, którą władca podejrzewał o zdradę. Zgodnie z duchem średnich wieków, karą współmierną do tego czynu było zrzucenie Jana z mostu do Wełtawy.</p>
<p>Pomijam już pięć, czy też siedem gwiazd, które miały pojawić się nad wodą, czy też na niebie, w chwili jego śmierci, czy też po kilku latach. Ważne jest jedno - trzeba znaleźć na moście posąg świętego Jana, a pod nią płaskorzeźbę, która przedstawia moment jego śmierci. Należy dotknąć wyrytego na niej  męczennika, który głową w dół leci na spotkanie zimnego nurtu Wełtawy.</p>
<div class="tiles">
<div class="right">
<p><img src="http://ksieski.pl/content/images/2015/08/IMG_5672-2.jpg#alt" alt="Praga na raz"></p>
 </div>
<div class="left">
<p><img src="http://ksieski.pl/content/images/2015/08/IMG_5687.jpg#alt" alt="Praga na raz"></p>
 </div>
 </div>
<p>Aha, jeszcze jedno. Uważajcie, bo pobliskie płaskorzeźby też są wypolerowane przez dotyk turystów, a żadnych specjalnych mocy nie mają!</p>
<p>Przesądy przesądami, ale przecież wiadomo - nie stawia się torebki na podłodze. Chociaż... Ostatnio wychodzi na to, że to ja o tym wiem, a nie właścicielki torebek...</p>
<hr>
<p>Za mostem czeka na nas <em>Malá Strana</em> - Mała Strona. Tempo nadal zawrotne. Powoli wchodzimy na wzgórze <em>Opyš</em>, na którym zbudowano siedzibę królów - <em>Pražský hrad</em>. Jak na miejskie warunki - droga jest niespodziewanie stroma! Po drodze skusił nas <a href="https://pl.wikipedia.org/wiki/Trdeln%C3%ADk"><em>trdelnik</em></a> - sękaczopodobny, słodko-cynamonowy wypiek. Po chwili, choć z małą zadyszką, wchodzimy na zamek.</p>
<p><span class="right">Trdelnik dobry, ale w kategorii &quot;czechosłowackie słodkości&quot; mam <a href="//ksieski.pl/karkonosze#oplatky">innego faworyta</a> (o którym wkrótce!)</span></p>
<p><img src="http://ksieski.pl/content/images/2015/08/IMG_5748-copy-3.jpg#wide-alt" alt="Praga na raz"></p>
<p>Z murów zamku podziwiamy panoramę Pragi. Najwyższy punkt na horyzoncie to wieża telewizyjna na Žižkovie, widać też Stare Miasto, mosty na Wełtawie. Dostrzegamy też Wyszehrad - jest w planie, ale niestety nie starcza nam na niego czasu.</p>
<p>Równie piękne są zabudowania na wzgórzu zamkowym. Katedra świętego Wita - cudo. I z przodu, i z tyłu. A jej wnętrze, to miękkie światło wlewające się do środka przez wielokolorowe witraże... Ogromna, wspaniała budowla! Jedyny minus - miejsca przed jej frontem jest tak mało, że mój szerokokątny obiektyw nie jest w stanie jej objąć w całości.</p>
<div class="tiles">
<div class="left">
<p><img src="http://ksieski.pl/content/images/2015/08/IMG_5701-1.jpg#alt" alt="Praga na raz"></p>
 </div>
<div class="right" id="katedra-wita">
<p><img src="http://ksieski.pl/content/images/2015/08/IMG_5718-1.jpg#alt" alt="Praga na raz"></p>
 </div>
 </div>
<p>Z myślą o Złotej Uliczce kupujemy bilety - pan kasjer, dowiadując się, że jesteśmy z Polski, z uporem maniaka przeszedł na czeski - przecież wszyscy jesteśmy Słowianami! Dyskusja z nim po polsko-czesku - nie tylko o zniżce studenckiej na bilety - bezcenna!</p>
<p>Zwiedzamy też Stary Pałac Królewski - muszę przyznać, że zrobił on na mnie niemałe wrażenie. Szczególnie imponujące jest <a href="https://pl.wikipedia.org/wiki/Sala_w%C5%82adys%C5%82awowska#/media/File:Prag_Vladislav-Saal.jpg">sklepienie sali władysławowskiej</a>. Pełniła ona różne funkcje - od zatłoczonego korytarza, przez salę tronową, aż po miejsce odbywania się konnych (!) turniejów rycerskich.</p>
<p>Następna w kolejności jest Złota Uliczka - króciutka alejka malutkich domków, doklejonych do murów obronnych. W pomieszczeniach zachowano wystrój i klimat dawnych lat. Z jednego z nich można wejść wewnątrz muru, gdzie urządzono ogromną ekspozycję broni białej i zbroi. Niektóre z eksponatów są datowane na czasy przed naszą erą!</p>
<p>Znajdziecie tam wszystko - celtyckie noże, romańskie miecze, szable, halabardy, młoty, pancerze, hełmy... Jest tu nawet mini-zbroja dla kilkulatka!</p>
<p><img src="http://ksieski.pl/content/images/2015/08/IMG_5751.jpg#wide-alt" alt="Praga na raz"></p>
<p>Jeszcze tylko Wieża Dalibora (<em>Daliborka</em> - wieża tortur i śmierci) i kończymy obchód jednego z największych zamków na świecie. Późno już. Znów przekraczamy Wełtawę i kierujemy się na południe, wzdłuż jej brzegu. Zdążymy jeszcze tylko obejrzeć Tańczący dom i pójść na obiad.</p>
<p>Podchodząc pod &quot;to coś&quot;, odniosłem wrażenie, że budynki mijane podczas tego spaceru nad Wełtawą były o niebo ciekawsze niż to. Ohyda. Brrr! Nie polecam. Nie warto. Nie.</p>
<div class="tiles">
<div class="right">
<p><img src="http://ksieski.pl/content/images/2015/08/IMG_5724.jpg#alt" alt="Praga na raz"></p>
 </div>
<div class="left">
<p><img src="http://ksieski.pl/content/images/2015/08/IMG_5766.jpg#alt" alt="Praga na raz"></p>
 </div>
 </div>
<p>Wskakujemy w metro, a na <em>Černym Moście</em> w zaparkowaną białą strzałę, a nastepnie wraz z zachodzącym za nami słońcem obieramy kierunek Wrocław. Praga zrobiła na mnie duże wrażenie. Szkoda, że nie był to pełnoprawny, tygodniowy pobyt, tylko barbarzyńskie zwiedzanie w kilka godzin...</p>
<p><img src="http://ksieski.pl/content/images/2015/08/IMG_5678-4.jpg#wide" alt="Praga na raz"></p>
<p>Ale wrócę tu kiedyś. Tak czuję, że świt w tym mieście musi być przepiękny!</p>
]]></content:encoded></item><item><title><![CDATA[Szpiglasowy Wierch]]></title><description><![CDATA[Posiedźmy na szczycie! Jeszcze chwilę, jeszcze troszkę! Takie piękne słoneczko, lekki wiaterek i baranki na niebie!
=
Zdradliwy słowacki wiatr, zdradliwe słowackie chmury. Schodzimy!]]></description><link>http://ksieski.pl/szpiglasowy-wierch/</link><guid isPermaLink="false">5c759d164e9c9c0001e2859b</guid><category><![CDATA[Góry]]></category><dc:creator><![CDATA[Konrad Księski]]></dc:creator><pubDate>Sun, 22 Mar 2015 19:00:00 GMT</pubDate><media:content url="http://ksieski.pl/content/images/2015/06/cover-big-1.jpg" medium="image"/><content:encoded><![CDATA[<img src="http://ksieski.pl/content/images/2015/06/cover-big-1.jpg" alt="Szpiglasowy Wierch"><p>Posiedźmy na szczycie! Jeszcze chwilę, jeszcze troszkę! Takie piękne słoneczko, lekki wiaterek i baranki na niebie!</p>
<p><span class="right">Zdradliwy słowacki wiatr, zdradliwe słowackie chmury. Schodzimy!</span></p>
<p>Pod Morskie Oko dochodzimy o ósmej. Czas na chwilę odpoczynku po długim kawałku niewdzięcznego asfaltu. To znaczy... Pijemy herbatę i towarzysz odpoczywa, bo ja zaczynam wygłupiać się z aparatem! Strzelam też kilka selfie, przecież podobno jesteśmy w jakimś całkiem modnym miejscu... ;) Będzie lans! (bynajmniej, nikomu ich w życiu nie pokażę, są straszne!)</p>
<p><img src="http://ksieski.pl/content/images/2015/06/IMG_3546.jpg#wide-alt" alt="Szpiglasowy Wierch"></p>
<p>Widok wynagradza asfalt, a przecież jeszcze nie zaczęliśmy wędrówki &quot;na serio&quot;. Morskie Oko i górskie szczyty nie mieszczą się w kitowym obiektywie. Cholera, trzeba będzie zainwestować w szeroki kąt! Cóż, trzeba będzie sklecać panoramę z kilku zdjęć. Może jest trochę pod słońce, ale najważniejsze rzeczy widać!</p>
<p>Od lewej: Żabi Szczyt Niżni razem z Granią Apostołów, Niżnie Rysy, za którymi widać 'te wyższe' Rysy. A dalej: Żabia Przełęcz, wysunięta w naszym kierunku Kazalnica i trzy Mięguszowieckie Szczyty - Czarny, Pośredni i Wielki. Na przełęcz (Mięguszowiecką Przełęcz pod Chłopkiem), leżącą pomiędzy pierwszymi dwoma, można się dostać zielonym szlakiem spod Czarnego Stawu.</p>
<p>Na prawo od Wielkiego Mięgusza leży Hińczowa Przełęcz i Cubryna. Panoramę kończy charakterystyczna &quot;igiełka&quot; - Mnich. Opanowany przez wspinaczy, spod 'Moka' wydaje się taki malutki... A przecież ściana, którą widać z tego miejsca, opada pionowo przez niemal ćwierć kilometra!</p>
<p><img src="http://ksieski.pl/content/images/2015/06/IMG_3578.jpg#wide" alt="Szpiglasowy Wierch"></p>
<p>Pod schroniskiem wchodzimy na Ceprostradę, znakowaną żółtym kolorem. Wystarczy kilkanaście minut aby lustro Morskiego Oka było już w dole, a budynek schroniska daleko, daleko z tyłu. Ta część szlaku jest bajkowa, przepiękna. Dookoła drzewa, kosówka, kwiaty i motyle. Z lewej strony wielka grań, a przed oczyma mała dróżka, przebijająca się pośród tego wszystkiego do góry.</p>
<p>Robi się gorąco. Korzystamy z małego strumyczka, płynącego przez jeden ze żlebów przecinających szlak. Woda to siła, zwłaszcza taka jak tu - lodowata!</p>
<div class="tiles">
<div class="left">
<p><img src="http://ksieski.pl/content/images/2015/06/IMG_3599.jpg#alt" alt="Szpiglasowy Wierch"></p>
</div>
<div class="right">
<p><img src="http://ksieski.pl/content/images/2015/06/IMG_3600.jpg#alt" alt="Szpiglasowy Wierch"></p>
</div>
</div>
<p>Dla spostrzegawczych - Mnich, nie dość, że wygląda jak zakonnik w kapturze, jest także &quot;podpisany&quot; - spróbujcie na jego pionowej ścianie znaleźć literę 'M&quot;! Przez jej prawą nóżkę prowadzi &quot;Wariant R&quot;, czyli jedna z najtrudniejszych dróg wspinaczkowych na Mnichu. Zresztą, zobaczcie sami, jak przechodzili ją w 1961 roku:</p>
<div><iframe src="https://player.vimeo.com/video/114531665" webkitallowfullscreen="" mozallowfullscreen="" allowfullscreen frameborder="0" height="281" width="500"></iframe></div>
<p><span class="right">Cholera, trzeba będzie zainteresować się wspinaczką po Tatrach...</span></p>
<p><span class="right">Dorzucam do listy marzeń.</span></p>
<p>Dochodzimy do rozwidlenia szlaków. Można stąd, wybierając czerwony szlak, prowadzący przez Dolinkę za Mnichem, dojść do Wrót Chałubińskiego. My jednak dalej lecimy Ceprostradą. Dolny odcinek szlaku był bajkowy, magicznie radosny i kolorowy (napisał człowiek, który nie lubi przedzierać się przez dolne partie!).  A teraz...</p>
<p>Surowo, trawiaście, kamieniście. Monotonnie suniemy naprzód. Za nami widok na Wysoką, Rysy, oba stawy, choć Morskie Oko powoli znika z oczu. Nawet Mnich wydaje się być taki malutki. I to niebo... Zza grani, od słowackiej strony suną coraz niższe, szarobure chmury. Nie wróży to najlepiej!</p>
<p>Po niecałych dwóch godzinach wędrówki spod Morskiego stajemy na Szpiglasowej Przełęczy. Przed nami coś, czego jeszcze nie widziałem - słynna &quot;Piątka&quot;, <a href="//ksieski.pl/koscielec#orla-perc">z dosyć znajomą już granią</a>, choć tym razem patrzymy na nią z drugiej strony.</p>
<p><img src="http://ksieski.pl/content/images/2015/06/IMG_3720.png#overlay" alt="Szpiglasowy Wierch"><img src="http://ksieski.pl/content/images/2015/06/IMG_3720.jpg#wide-alt" alt="Szpiglasowy Wierch"></p>
<p>Z Pięciu Stawów Polskich tylko jeden (Przedni) pozostaje ukryty. Wielki i Czarny od razu rzucają się w oczy (Wielki po prawej!), Zadni Staw widać pod Świnicą - w Dolince pod Kołem, a Mały zaraz po prawej stronie Wielkiego - trzeba się dobrze przypatrzeć!</p>
<p>Dolina Pięciu Stawów. No chyba, że chcemy policzyć wszystkie stawy w tej dolinie, wtedy wyjdzie ich sześć - rachunek psuje Wole Oko, leżące zaraz pod Zadnim Stawem Polskim.</p>
<p><img src="http://ksieski.pl/content/images/2015/06/IMG_3765.jpg#alt" alt="Szpiglasowy Wierch"></p>
<p>Myk-myk na szczyt. Słupek graniczny przyklepany - czas na herbatę i zdjęcia. Tak, po tych chmurach widać, że niestety nie powinniśmy siedzieć zbyt długo na górze. Kilka minut po nas na szczyt dociera ksiądz w cywilu z dwiema siostrami - w pełnym umundurowaniu! Wow - można!</p>
<p><img src="http://ksieski.pl/content/images/2015/06/IMG_3804.jpg#wide-alt" alt="Szpiglasowy Wierch"><img src="http://ksieski.pl/content/images/2015/06/IMG_3804.png#overlay" alt="Szpiglasowy Wierch"></p>
<p>Schodzimy. Nadal podążamy za żółtym kolorem. Od strony &quot;Piątki&quot; końcowy odcinek szlaku na Szpiglasową Przełęcz ubezpieczony jest łańcuchami. Nie sprawia nam on jednak trudności, mimo iż wiadomo - łatwiej wejść, niż zejść. A potem to już... w dół, w dół, w dół - po kamiennych stopniach. Tak, nie jest to najbardziej pasjonująca droga w Tatrach.</p>
<p>Dookoła coraz ciemniej, coraz bardziej szaro.</p>
<div class="tiles">
<div class="right">
<p><img src="http://ksieski.pl/content/images/2015/06/IMG_3830.jpg#alt" alt="Szpiglasowy Wierch"></p>
 </div>
<div class="left">
<p><img src="http://ksieski.pl/content/images/2015/06/IMG_3850.jpg#alt" alt="Szpiglasowy Wierch"></p>
 </div>
 </div>
<p>W Dolinie zmieniamy kierunek trasy - przez chwilę podążamy niebieskim, a potem skręcimy na zielony szlak prowadzący przez Roztokę i dojdziemy z powrotem do Palenicy, gdzie zaczynaliśmy wycieczkę. Po kilku minutach marszu, na drewnianym mostku przy ujściu wód z Wielkiego Stawu, przychodzi czas na zejście do Doliny Roztoki.</p>
<blockquote>
<p>Ej, chodźmy zobaczyć schronisko, jesteśmy tu przecież pierwszy raz, to możemy chociaż zajrzeć!</p>
</blockquote>
<blockquote>
<p>Zajmie nam to dziesięć minut, nie więcej!</p>
</blockquote>
<p>Tak mi przyszło na myśl, i tak szybko zaproponowałem - dokładnie na tym drewnianym mostku. Niedługo potem dziękowałem sobie, że wpadłem na tak genialny pomysł.</p>
<p><img src="http://ksieski.pl/content/images/2015/06/IMG_3868.jpg" alt="Szpiglasowy Wierch"></p>
<p>Wiedziałem, że w górach pogoda potrafi mieć tempo sprinterskie. Ale żeby tego zjawiska doświadczyć na własnej skórze? To jest zupełnie co innego...</p>
<p>Bo do schroniska zdążyliśmy dojść. Tylko tyle. Aż tyle!</p>
<h2 id="grzmot">Grzmot.</h2>
<p>I deszcz. Ha! Deszcz? Zlewa! Nawałnica! Cholernie prawdziwa, <em>mokra, tatrzańska burza!</em></p>
<p>Kto nie zdążył wejść do schroniska, przytulił się do ściany - wysunięty dach &quot;chronił&quot; przed ulewą. Ci pierwsi (farciarze!) usiedli na ławkach przy samym budynku. Druga warstwa ludzi (w tym i my!), stała obok, a ulewa moczyła im nogi. Trzecia warstwa ludzi stała już na granicy - i tak było im lepiej tutaj, niż na szlaku.</p>
<blockquote>
<p>I jak oceniasz pomysł, żeby zajść do schroniska?</p>
</blockquote>
<p>Grom za gromem porusza schronisko z jego posad. Głośno!</p>
<blockquote>
<p>Twój pomysł? Był zajebisty.</p>
</blockquote>
<p>Pół godziny później (w tych warunkach bardzo miło się rozmawiało w tym tłumie, a i nasze plecaki grzecznie spoczywały na kolanach siedzących farciarzy - dzięki wielkie!) przestało padać, a zza chmur słońce zaczęło nieśmiale błyskać. Skoro tak - spadamy stąd!</p>
<p>No... Chyba jednak ująłem to wtedy w troszkę mocniejsze słowa... ;)</p>
<p>Z powrotem na drewniany mostek, potem dalej na zielony szlak, prowadzący obok potoku Roztoka. Idąc niemal na czworaka przez jedną z litych, mokrych i <em>niesamowicie śliskich</em> skalnych płyt dziękuję losowi, że nie było nas tutaj podczas burzy. Pomagamy małżeństwu, które próbuje po tej kilkumetrowej skale wejść w górę do &quot;Piątki&quot;. Pytają się, czy jeszcze dużo takich odcinków napotkają - nie, na szczęście to chyba jedyny taki tutaj...</p>
<div class="tiles">  
<div class="right"> 
<p><img src="http://ksieski.pl/content/images/2015/06/IMG_3881.jpg#alt" alt="Szpiglasowy Wierch"></p>
 </div>
<div class="left">  
<p><img src="http://ksieski.pl/content/images/2015/06/IMG_3878.jpg" alt="Szpiglasowy Wierch"></p>
 </div>   
 </div>
<p>Wąsko i ślisko, ciężko się mijać, a kilka chwil temu wyprzedziliśmy o wiele wolniejszą grupkę. Ale muszę się (akurat tutaj! akurat teraz!) zatrzymać i sięgnąć po aparat. Przepiękna Siklawa - najwyższy wodospad w kraju. W tym miejscu, w tych warunkach, mam na niego całe piętnaście sekund. Chyba się udało!</p>
<p>Za chwilę połączenie z czarnym szlakiem, Nowa Roztoka, i...</p>
<p><img src="http://ksieski.pl/content/images/2015/06/IMG_3864.jpg#wide-alt" alt="Szpiglasowy Wierch"></p>
<p>Jedyne, co zdążyłem, to włożyć kurtkę. Nie dopiąłem nawet nogawek spodni. <em>Nie było już po co</em>. Torbę z aparatem czym prędzej osłoniłem, choć nie łudziłem się, że będzie kompletnie przemoczona.</p>
<p>Jeżeli przy schronisku byliśmy świadkami tatrzańskiej burzy, to to był <strong>gniew niebios</strong>. Niektórzy z turystów próbowali jeszcze chodzić po wystających kamieniach, omijając to, co kiedyś było szlakiem, a zamieniło się w regularny potok. Nie wiem po co...</p>
<p><span class="right">Chlup, chlup.</span></p>
<p>Chlupie tak co krok - od pierwszej minuty ulewy mam buty pełne wody. Przemoczony jestem do cna, a ulewa nie ma zamiaru choćby zelżeć. Pilnuję tylko dwóch rzeczy - towarzysza i aparatu, aby jak najmniej zamókł. A to, że co drugi krok wchodzę w wodę głębszą niż cholewki moich butów? Kto by się tym już teraz przejmował?</p>
<p>Przez godzinę nie zapamiętałem nic oprócz szalonego deszczu oraz strug wody płynących pod nogami. A potem wyszliśmy z lasu na asfalt przy Wodogrzmotach Mickiewicza. Idealnie w tym momencie, jakby ktoś przyciskiem wyłączył chmury, błyskawicznie przestało lać. Po kilkunastu sekundach wyszło słońce, drwiąc z setek turystów schodzących do Palenicy.</p>
<div class="tiles">
<div class="right">
<p><img src="http://ksieski.pl/content/images/2015/06/IMG_3506.jpg#alt" alt="Szpiglasowy Wierch"></p>
 </div>
<div class="left">
<p><img src="http://ksieski.pl/content/images/2015/06/IMG_3884.jpg#alt" alt="Szpiglasowy Wierch"></p>
 </div>
 </div>
<p>Z gór schodziły setki, jeżeli nie tysiące ludzi. Jak my się zabierzemy do Zakopanego? Na szczęście górale to przedsiębiorczy ludzie, i najwyraźniej przy takich burzach, wszystkie (co do jednego!) autobusy z Podhala przyjeżdżają na parkingi, aby przewieźć ceprów z powrotem do cywilizacji. Wsiadamy. Uff!</p>
<p>Ja - mokry. On - mokry. Mój aparat i komórka - na szczęście całe. Jedno jest pewne - tego dnia z pewnością nie obędziemy się bez <em>dużego</em> kubka grzanego wina!</p>
]]></content:encoded></item><item><title><![CDATA[Kościelec]]></title><description><![CDATA[Kiedy po raz pierwszy wchodziłem na Halę Gąsienicową, złapałem się za głowę. "Ja chyba śnię! Niemożliwe..."
=
"Kto do cholery przytargał tu tyle tak pięknych gór i skał?"]]></description><link>http://ksieski.pl/koscielec/</link><guid isPermaLink="false">5c759d164e9c9c0001e2859a</guid><category><![CDATA[Góry]]></category><dc:creator><![CDATA[Konrad Księski]]></dc:creator><pubDate>Tue, 09 Dec 2014 19:00:00 GMT</pubDate><media:content url="http://ksieski.pl/content/images/2015/06/IMG_3294-4.jpg" medium="image"/><content:encoded><![CDATA[<img src="http://ksieski.pl/content/images/2015/06/IMG_3294-4.jpg" alt="Kościelec"><p>Kiedy po raz pierwszy wchodziłem na Halę Gąsienicową, złapałem się za głowę. <em>&quot;Ja chyba śnię! Niemożliwe...&quot;</em></p>
<p><span class="right"><em>&quot;Kto do cholery przytargał tu tyle tak pięknych gór i skał?&quot;</em></span></p>
<p>Tam z tyłu? Kawałek Orlej Perci: Kozi Wierch, a po jego lewej stronie - Granaty. Jeszcze dalej w lewo - Żółta Turnia. Przed nami Czarny Staw Gąsienicowy. A po prawej.. Tak, to właśnie on. <strong>Kościelec.</strong></p>
<hr>
<p>Moja znajomość z Tatrami do tej pory jest dość jednostronna: ja je bardzo lubię, one mnie - nieszczególnie. Kiedy w innych górach trafiam na niezłą pogodę, tak tutaj... zawsze coś się dzieje!</p>
<p>W tamtym roku wpadliśmy do Zakopanego na tydzień. Była to moja pierwsza wycieczka w Tatry. Druga połowa września, ludzi mniej, a pogoda trochę bardziej stabilna niż w lecie. Na dobry początek wybieramy Czerwone Wierchy. Budzimy się - ciemno, zimno, nieprzyjemnie. Rondo AK, wsiadamy w jeden z pierwszych busów. Wysiadka w Kirach. Dość mgliście i chłodno, ale po chwili marszu robi się gorąco.</p>
<p>Powoli wychodzimy na górę, a tam coraz dziwniej. Zimniej. Mgliściej. Bielej! W końcu doszło do tego:</p>
<div class="tiles">
<div class="left">
<p><img src="http://ksieski.pl/content/images/2015/06/IMG_0119-1.jpg" alt="Kościelec"><br>
<img src="http://ksieski.pl/koscielec/" alt="Kościelec"></p>
</div>
<div class="right">
<p><img src="http://ksieski.pl/content/images/2015/06/IMG_0121-1.jpg" alt="Kościelec"></p>
</div>
</div>
<p>Kilka minut przed Krzesanicą, słyszymy pytanie od turystki, która od Chudej Przełączki wędruje tempem podobnym do naszego - <em>&quot;Przepraszam, czy wiecie może ile jeszcze do Ciemniaka? Kilka razy robiłam tę trasę, ale w takich warunkach to jeszcze nie..&quot;</em>.</p>
<p>Zwątpiła, gdy powiedziałem jej, że na Ciemniaku razem zrobiliśmy kilkuminutową przerwę na oddech (moja nazwa - <em>odzipek</em>!), a teraz już prawie dochodzimy na Krzesanicę. Zeznania schodzącej z niej pary turystów uwiarygodniły moje słowa - bez nich chyba by mi nie uwierzyła.</p>
<hr>
<p>A w tym roku.. Plany były proste - wejść na jak najwięcej, jak najwyższych szczytów, bo jedziemy w sezon długich i upalnych dni. Sierpień, tym razem śnieg nas nie zaskoczy!</p>
<p>Potwierdzam, śnieg nie zaskoczył. Najpierw zaskoczyła Renata - powiedziała, że ona takich upałów nie lubi, więc nie będzie klimatyzować wnętrza (foch! - a co!). Jak już dojechaliśmy w tych nieludzkich warunkach (a pomyśleć, że kiedyś nie było klimy!), to zaskoczyła pogoda. Można to opisać tylko i wyłącznie słowami (no.. trochę zmienionymi), niegdyś bardzo popularnego, księdza Natanka:</p>
<blockquote>
<p>Jeśli w Twoich górach jawi się smutna, bura chmura, to już wiedz, że tam się coś <strong>bardzo mocno burzy</strong>.</p>
</blockquote>
<p>Ale o burzy dopiero w następnym tatrzańskim wpisie. Teraz czas na najważniejszego gościa dzisiejszego tekstu.</p>
<p><span class="right"><em>(pssst..! to ten po lewej!)</em></span></p>
<img src="http://ksieski.pl/content/images/2015/06/IMG_0655.jpg#wide-alt" alt="Kościelec">
<p>Zanim jednak ujrzymy Kościelec ze szlaku, musimy dojść do Hali Gąsienicowej. Z Kuźnic drogi wychodzą dwie: przez Jaworzynkę albo przez Boczań i Skupniów Upłaz. Zgodnie z filozofią: &quot;im szybciej wyjdziesz z lasu, tym lepiej&quot;, pod górę zawsze podążamy tym drugim szlakiem.</p>
<p>Pierwsze moje wejście na Gąsienicową. Pamiętam, że widok całych tych gór, jeszcze na kilka chwil przed dojściem na samą Halę, zrobił na mnie przeogromne wrażenie. Przy każdym kolejnym spojrzeniu na ogrom tego fenomenu, ciężko mi było powstrzymać się od opuszczenia szczęki na szlak.</p>
<p>Tak.. W Tatrach to wrażenie nadal mnie nie opuściło, i przeczuwam, że mnie nie opuści przez długi czas.</p>
<img src="http://ksieski.pl/content/images/2015/06/IMG_4139.jpg" alt="Kościelec">
<p>Wchodzimy na Gąsienicową. Na Hali zaczyna się nasza pętelka. Tutaj wybór szlaku sprowadza się do pytania: czy najbardziej stromym odcinkiem dzisiejszej trasy (nie licząc podejścia na Kościelec!) wolimy wchodzić czy schodzić? My mamy w planach ostre podejście na Karb. Przy Murowańcu nie marudzimy - są ładniejsze miejsca na odpoczynek.</p>
<p>Kościelec, razem z niższą granią Małego Kościelca, odchodzi bokiem od głównej grani Tatr i dzieli Dolinę Gąsienicową na dwie części - Zieloną oraz Czarną. Patrząc z perspektywy Hali, wchodzimy w lewą (Czarną) odnogę. Pół godziny marszu niebieskim szlakiem doprowadza nas pod Czarny Staw Gąsienicowy. Dopiero tutaj robimy dłuższy postój, a ja jak głupi strzelam zdjęcia, a wśród nich taką oto panoramę:</p>
<img src="http://ksieski.pl/content/images/2015/06/IMG_3303.jpg#wide-alt" alt="Kościelec">
<p>Po chwili na herbatę, czas na nas. Kierujemy się w prawo, na czarny szlak (kolory nie oznaczają trudności!). Droga do góry wiedzie przez kamienne rumowisko. Na szarozielonych skałach dosyć łatwo zagapić się i przez chwilę zgubić szlak - należy pilnie śledzić namalowane oznaczenia. Tutaj zaczyna się podejście na Mały Kościelec i Karb. Oprócz Kościelca, jest to najbardziej stromy odcinek wycieczki - czuć, że idziemy ostro do góry. Dodatkowo, jest on zacieniony w wielu miejscach - w chłodniejsze dni może tu być bardzo ślisko! (rok temu było!)</p>
<p>À propos ślisko. Ostatnią trasę pierwszej wycieczki w Tatry otwierał Kasprowy Wierch. Pieszo na szczyt, do obserwatorium, a potem przez Goryczkową Czubę oraz Suche Czuby Kondrackie. Śnieg, który spotkaliśmy kilka dni wcześniej na Czerwonych Wierchach, zdążył już trochę stopnieć, ale ponad reglami nadal było białawo. Trawy na swoich ostrzach nosiły, uformowany przez wiatr, szron kilkukrotnie grubszy od ich cienkich łodyżek.</p>
<p>Ostatni kawałek szlaku pokonaliśmy na czworaka. Każdy kamień pokryty był solidną warstwą lodu. Po doczołganiu się na szczyt, jeden z kompanów skwitował to podejście takim oto zdaniem: <em>&quot;Wchodziłem tędy kilkukrotnie, ale to jest pierwszy raz, kiedy z tego wejścia mogę coś wynieść.&quot;</em>.</p>
<div class="tiles">  
<div class="left">
<p><img src="http://ksieski.pl/content/images/2015/06/IMG_0502.jpg#alt" alt="Kościelec"></p>
</div>
<div class="right"> 
<p><img src="http://ksieski.pl/content/images/2015/06/IMG_0696.jpg#alt" alt="Kościelec"></p>
</div>
</div>
<p>Niecałe czterdzieści minut i jesteśmy pod Kościelcem - na przełęczy Karb. To tutaj rok temu spotkaliśmy doświadczonego, siwego pana w sile wieku. Porozmawialiśmy przez kilka chwil, zapytałem go o warunki na Kościelcu. Powiedział, że od połowy bez raków lepiej nie iść, śnieg i lód. Wycofał się, bo nie miał sprzętu. Zrezygnowaliśmy i my - głupotą byłoby pchać się na takie warunki bez lepszego przygotowania. <em>&quot;Kościelec zrobimy za rok.&quot;</em> - powiedziałem.</p>
<p>Tak też się stało.</p>
<p>Wchodząc na Kościelec, są trzy rzeczy, które mogą powodować małe problemy. Pierwsza, to ekspozycja. Tutaj na kazdym kroku widać, że płyty skalne są pochyłe, a terenu pod nogami jest mniej niż normalnie. Czasami kroki trzeba stawiać w kilkucentymetrowych rysach płyt, a kilkukrotnie napotkamy sytuację, gdy kilka, kilkanaście metrów musimy przejść po gładkiej skale. Ostrożnie, gdy jest ślisko i mokro!</p>
<img src="http://ksieski.pl/content/images/2015/06/IMG_4423.jpg" alt="Kościelec">
<p>Jeżeli chodzi o 'problem' z ekspozycją - przecież po to jadę w góry! Kolejne dwa kłopoty też kocham, a są to: kominek (dość prosty) w pierwszej połowie podejścia oraz kilkumetrowa półka pod samym szczytem. W sezonie pod szczytem (a także na szczycie) można utknąć na kilkanaście minut. Na szczęście można także znaleźć mniej uczęszczane dróżki na tej półce. Cholera, być może trzeba będzie kiedyś zainteresować się wspinaczką ze sprzętem...</p>
<p>Zapomniałem o jednym. Na tym szlaku nie znajdziecie łańcuchów. Ani jednego ogniwa.</p>
<p>Zapomniałem też o drugim. Nie zapomnijcie od czasu do czasu oderwać wzroku od skał i spojrzeć za siebie.</p>
<div class="tiles">
<div class="left">
<img src="http://ksieski.pl/content/images/2015/06/IMG_3352.jpg" alt="Kościelec">
</div>
<div class="right">
<img src="http://ksieski.pl/content/images/2015/06/IMG_3454.jpg" alt="Kościelec">
</div>
</div> 
<div class="paralax up" data-height="0.8">  
<img src="http://ksieski.pl/content/images/2015/06/IMG_3401-1.jpg#alt" alt="Kościelec">
</div>
<p>Ze szczytu widać piękną panoramę Orlej Perci - od Świnicy idąc w lewo (czyli od prawej strony powyższego zdjęcia): Zawratowa Turnia, Zawrat, Mały Kozi Wierch, Zmarzła Przełęcz, Kozi Wierch, Czarne Ściany i w dole Kozia Dolinka. Następnie trzy Granaty: Zadni, Pośredni, Skrajny. Na Skrajnym Granacie Orla skręca w prawo, w stronę niewidocznej stąd przełęczy Krzyżne.</p>
<p>W oddali, przez Zamarłą Przęłęcz, bliżej Małego Koziego Wierchu, nieśmiale pokazuje się Mięguszowiecki Szczyt Wielki. Natomiast bliżej jego wyższego towarzysza widać Rysy oraz Wysoką. Pod przęłęczą, w dolince - Zmarzły Staw Gąsienicowy. Jak zauważył Karłowicz, wyłącznie z Kościelca widać naraz wszystkie Stawy Gąsienicowe.</p>
<p>W stronę Tatr Zachodnich panorama jest dosyć standardowa - Kasprowy, Czerwone Wierchy, Giewont... Na horyzoncie można dojrzeć Pilsko i <a href="http://ksieski.pl/babia-gora/">Babią Górę</a>.</p>
<p>Na szczycie korzystamy ze słońca, totalny relaks i odprężenie. Mógłbym tak siedzieć bez końca. W takich warunkach godzina mija szybciutko - przecież usiadłem tylko na pięć minut, potem zrobiłem kilka zdjęć i wypiłem kubek herbaty, a tu już trzeba schodzić. Tak to już jest.</p>
<div class="tiles">  
<div class="left">
<p><img src="http://ksieski.pl/content/images/2015/06/IMG_3280.jpg#alt" alt="Kościelec"></p>
</div>
<div class="right">
<p><img src="http://ksieski.pl/content/images/2015/06/IMG_3348.jpg" alt="Kościelec"></p>
</div>
</div>
<p>Z Karbu schodzimy do drugiej, Zielonej odnogi Doliny Gąsienicowej. I znów kawałek szlaku (znakowanego kolorem niebieskim) prowadzi po rumowisku skalnym. Jednak tym razem jest on trochę łagodniejszy niż podejście od strony Czarnego Stawu.</p>
<p>Odwiedzamy kolejne Stawy Gąsienicowe, podążając do zamknięcia naszej pętelki przy Murowańcu. Z samej <a href="http://mapa-turystyczna.pl/route/w81">trasy</a> (wg mapy: 8h, 17km, 1300m przewyższenia), to już chyba tyle. No, przy Zielonym Stawie zamieniamy jeszcze kilka słów z kaczuszkami. Podobno tutejsza woda zimna, ale za to widoki piękniejsze niż w 99% miejsc w Polsce! Zgadzam się w stu procentach!</p>
<hr>
<p>Schodząc z Hali Gąsienicowej zawsze czekam na ten moment, kiedy Kościelec i reszta tego górskiego gangu już za kilkanaście kroków ma zniknąć z pola widzenia. Wtedy odwracam się, biorę glęboki oddech, patrzę na te wszystkie szczyty i cichutko mówię pod nosem: <em>&quot;do zobaczenia&quot;...</em></p>
<img src="http://ksieski.pl/content/images/2015/06/IMG_4186.jpg#wide" alt="Kościelec">
<p>A więcej o zwierzakach, chmurach, szczytach i dolinach w kolejnym wpisie o Tatrach! A już teraz zapraszam was na <a href="//www.facebook.com/akonradnapisal">fan(fun)page</a> tego bloga: <a href="//www.facebook.com/akonradnapisal">facebook.com/akonradnapisal</a>. Za wszelkie 'lajki i szery' (like&amp;share) będę niezmiernie wdzięczny!</p>
<p>Ah, zapomniałbym. Mam jeszcze jedno do przekazania spod Zielonego Stawu Gąsienicowego:</p>
<p><strong>Kaczuszka pozdrawia!</strong> <em>(kwa!)</em></p>
]]></content:encoded></item><item><title><![CDATA[Rajd Nadwiślański]]></title><description><![CDATA[Niewyspany, po całonocnym oglądaniu gwiazd... Nagle telefon: "Siema, podjedź pod dwór Anna, rajd jest!"
=
Rajd? Uhh.. Dobra, jedziemy!]]></description><link>http://ksieski.pl/rajd-nadwislanski/</link><guid isPermaLink="false">5c759d164e9c9c0001e2859d</guid><category><![CDATA[Eskapady]]></category><dc:creator><![CDATA[Konrad Księski]]></dc:creator><pubDate>Tue, 21 Oct 2014 18:00:00 GMT</pubDate><media:content url="http://ksieski.pl/content/images/2015/06/cover-big.jpg" medium="image"/><content:encoded><![CDATA[<img src="http://ksieski.pl/content/images/2015/06/cover-big.jpg" alt="Rajd Nadwiślański"><p>Niewyspany, po całonocnym oglądaniu gwiazd... Nagle telefon: <em>&quot;Siema, podjedź pod dwór Anna, rajd jest!&quot;</em></p>
<p><span class="right">Rajd? Uhh.. Dobra, jedziemy!</span></p>
<p><img src="http://ksieski.pl/content/images/2015/06/IMG_5073.jpg#wide" alt="Rajd Nadwiślański"></p>
<blockquote>
<p>&quot;A gdzie ten dwór Anna?&quot; - pytam</p>
</blockquote>
<blockquote>
<p>&quot;No co ty, nie wiesz? Matko...&quot;</p>
</blockquote>
<p>Najwyraźniej w Lublinie każdy wie, gdzie jest dwór Anna. Tak jest, zrobiłem ankietę na reprezentatywnej (wcale nie!) grupie - okazuje się, że wiedzieli wszyscy. Bez wyjątku. Teraz wiem i ja...</p>
<p>Pojechałem. Okazało się, że odcinek w Dysie akurat się skończył - skoczyliśmy więc pod Markuszów, do Gutanowa. Frekwencja zadziwiająco wysoka. Na trasie przecieraki - samochody do sprawdzenia trasy przed OS-em. Trzy zera. Dwa zera. Jedno zero. Jedziemy!</p>
<p><img src="http://ksieski.pl/content/images/2015/06/IMG_4976.jpg#alt" alt="Rajd Nadwiślański"></p>
<p>Huk silnika słychać jeszcze zza horyzontu - sygnał do wycelowania aparatów, komórek lub własnej pary oczu <em>(takie to teraz passé...)</em>. Po chwili - leci. Jedzie po szutrze, ale leci... 100% szybkości, 110% odwagi, 200% szaleństwa. Dohamowanie, wejście w zakręt i rura do oporu!</p>
<div class="tiles">
<div class="left">
<p><img src="http://ksieski.pl/content/images/2015/06/IMG_5288.jpg" alt="Rajd Nadwiślański"></p>
</div>
<div class="right">
<p><img src="http://ksieski.pl/content/images/2015/06/IMG_5250.jpg" alt="Rajd Nadwiślański"></p>
</div>
</div>
<p><img src="http://ksieski.pl/content/images/2015/06/IMG_4979.jpg#wide-up-alt" alt="Rajd Nadwiślański"></p>
<p>Usłyszałem od towarzyszy, że powinienem dokleić numer na Lagunę, wjechać na start i pokazać wszystkim jak się jeździ. No tak, Renatka prześcignęłaby tam wszystkich. Przecież znam jej rajdowy charakter, chęć do rwania asfaltu spod kół oraz wchodzenia bokiem w zakręty...</p>
<p><img src="http://ksieski.pl/content/images/2015/06/IMG_5333.jpg#alt" alt="Rajd Nadwiślański"></p>
<p>O czym Ty piszesz, jaka Renatka? Już tłumaczę.</p>
<p>Robiąc prawko miałem szczęście mieć kilka jazd z panem Pawłem. Był to niezły jajcarz, za każdym razem można było spodziewać się niezłej zabawy - zupełnie niezwiązanej z prowadzeniem (e)L-ki. Pewnego razu jeździmy w okolicach Podzamcza, a pan Paweł zmartwionym tonem mówi:</p>
<blockquote>
<p>&quot;Moją Renatkę boli dzisiaj brzuszek...&quot;</p>
</blockquote>
<blockquote>
<p>&quot;O, to Pan żonaty?&quot; - odpowiadam</p>
</blockquote>
<blockquote>
<p>&quot;Nie no, co Pan! Samochód wczoraj kupiłem...&quot;</p>
</blockquote>
<p><img src="http://ksieski.pl/content/images/2015/06/IMG_5107.jpg#wide-down" alt="Rajd Nadwiślański"></p>
<div class="tiles">
<div class="left">
<p><img src="http://ksieski.pl/content/images/2015/06/IMG_5255.jpg" alt="Rajd Nadwiślański"></p>
</div>
<div class="right">
<p><img src="http://ksieski.pl/content/images/2015/06/IMG_5316.jpg" alt="Rajd Nadwiślański"></p>
</div>
</div>
<p><img src="http://ksieski.pl/content/images/2015/06/IMG_5126.jpg#up" alt="Rajd Nadwiślański"></p>
<p>Okazało się, że świeżo zakupione przez pana Pawła Renault miało problemy z wydechem. To od niego przejąłem manierę pieszczotliwego przezywania mojej Laguny &quot;Renatką&quot;.</p>
<p>Pod koniec jazd dowiedziałem się, że oryginalna Renata została przemalowana na różowo. Cóż, pan Paweł tylko dorabiał jako instruktor, z zawodu i duszy był artystą. Podobno w planach było doklejenie białych kropek... Spróbujcie sobie taki samochód wyobrazić!</p>
<p><img src="http://ksieski.pl/content/images/2015/06/IMG_5157.jpg#wide-alt" alt="Rajd Nadwiślański"></p>
<p>Wracając do <a href="//rajdnadwislanski.pl">rajdu</a> - kolejnego dnia odwiedziliśmy Wilków i Rogów. W Wilkowie obserwowaliśmy dość spektakularne dohamowanie wraz z wirażem. Prędkość i moc drzemiąca pod maską na wyciągnięcie - dość długiej, ale zawsze - ręki. W Rogowie - długi, lewy łuk przechodzący w ciasną, szutrową szykanę - w prawo, w lewo, wyjście i długa prosta.</p>
<p><img src="http://ksieski.pl/content/images/2015/06/IMG_5339.jpg" alt="Rajd Nadwiślański"></p>
<p>Zapach paliwa, wysokie obroty, szum uciekających spod kół kamieni i kurzu. Na rajdzie byłem po raz pierwszy, ale po takich atrakcjach z pewnością mogę stwierdzić - nie po raz ostatni!</p>
<p><img src="http://ksieski.pl/content/images/2015/06/IMG_4960.jpg#wide" alt="Rajd Nadwiślański"></p>
<p>Na marginesie - jazda samochodem po drogach w okolicach Kazimierza Dolnego ma dla mnie jakiś niewytłumaczalny urok...</p>
]]></content:encoded></item><item><title><![CDATA[Lubelski Carnaval]]></title><description><![CDATA[Sztuka uliczna. Ogień, metal, powietrze... Magia żywiołów.
=
A wszystko w mieście, które kocham.]]></description><link>http://ksieski.pl/lubelski-carnaval/</link><guid isPermaLink="false">5c759d164e9c9c0001e2859f</guid><category><![CDATA[Eskapady]]></category><dc:creator><![CDATA[Konrad Księski]]></dc:creator><pubDate>Sat, 20 Sep 2014 18:00:00 GMT</pubDate><media:content url="http://ksieski.pl/content/images/2015/06/cover-big-10.jpg" medium="image"/><content:encoded><![CDATA[<img src="http://ksieski.pl/content/images/2015/06/cover-big-10.jpg" alt="Lubelski Carnaval"><p>Sztuka uliczna. Ogień, metal, powietrze... Magia żywiołów.</p>
<p><span class="right">A wszystko w mieście, które kocham.</span></p>
<p>Wsiadam do <a href="//www.ziutek.pl/">ZIU-tka</a>. A raczej do Ikarusa, który dzisiaj udaje Ziutka. Towarzystwo zdążyło już znaleźć sobie 'wygodne' miejsca. Ja natomiast przysysam się do szeroko otworzonego okna. Za chwilę rozpoczniemy podróż po najważniejszych miejscach w mieście, z narracją pani przewodnik. Ostatni lubelski Ikarus, numer boczny #1976. Wspomnienia z dzieciństwa - ten mechaniczny klimat, hałas, zapach. Niezapomniany warkot kasownika.</p>
<p>Na zewnątrz upalnie. W środku istny piekarnik. No jedźmy w końcu!</p>
<p><img src="http://ksieski.pl/content/images/2015/06/IMG_3153.jpg#alt" alt="Lubelski Carnaval"></p>
<p>Półtorej godziny okrążania rodzinnego miasta. Saski, miasteczko akademickie, Krakowskie, Stare Miasto, Podzamcze. Centrum miasta w pigułce, a to dopiero początek! Dalej przez Tatary, Majdanek, Bronowice, kółko pod dworcem PKP i dalej, w kierunku Czubów. Cała trasa opatrzona wartkim komentarzem pani przewodnik, który ledwo przebija się przez huk silnika.</p>
<p>Taką wycieczkę z czystym sumieniem mogę polecić każdemu. Czy jesteś w tym mieście przejazdem, na studiach, czy też mieszkasz tutaj od urodzenia - jestem pewny, że <a href="//lublin.eu/">Lublin</a> jest w stanie zauroczyć Cię w mgnieniu oka!</p>
<p><img src="http://ksieski.pl/content/images/2015/06/IMG_3147.jpg#wide" alt="Lubelski Carnaval"></p>
<p>Na zwiedzanie Lublina jeszcze kiedyś przyjdzie czas. (Tak, kolejna obietnica bez pokrycia - może czas na karierę w polityce?). Tymczasem, karnawał w środku lata. <a href="//www.sztukmistrze.eu/">Carnaval Sztuk-Mistrzów</a>. Lubelski zjazd cudaków, wędrownych aktorów, ulicznych artystów z całego świata.</p>
<div class="tiles">
<div class="left">
<p><img src="http://ksieski.pl/content/images/2015/06/IMG_3014.jpg" alt="Lubelski Carnaval"></p>
</div>
<div class="right">
<p><img src="http://ksieski.pl/content/images/2015/06/IMG_3047.jpg" alt="Lubelski Carnaval"></p>
</div>
<div class="right down">
<p><img src="http://ksieski.pl/content/images/2015/06/IMG_3124.jpg" alt="Lubelski Carnaval"></p>
</div>
<div class="left down">
<p><img src="http://ksieski.pl/content/images/2015/06/IMG_3079.jpg" alt="Lubelski Carnaval"></p>
</div>
</div>
<p>Miaucząca - na wysokim na kilka metrów słupie - maskotka kota. Steampunkowy teatr w powoli jeżdzącym, drewnianym kole. Na Katedrze i Trybunale Koronnym, ponad głowami przechodniów, po rozpiętych taśmach chodzą linoskoczkowie. Od placu Litewskiego aż po bramę Grodzką i Zamek - wszędzie można znaleźć coś dla siebie: różnorakie występy, spektakle, warsztaty.</p>
<p><a name="aerial-manx"></a></p>
<p>Mieliśmy niezłego farta - zatrzymaliśmy się w dobrym miejscu i o dobrej porze (no, może dosłownie chwilkę spóźnieni). Pod Ratuszem akurat swój występ zaczynał <a href="//www.aerialmanx.com/">Aerial Manx</a>. Dookoła wyznaczonej 'sceny' - mur ludzi, przez który nie sposób się przedrzeć. Niektórzy ciekawscy stali nawet na słupkach odgraniczających chodnik od ulicy Królewskiej.</p>
<p><img src="http://ksieski.pl/content/images/2015/06/IMG_3039.jpg#wide-alt" alt="Lubelski Carnaval"></p>
<p>&quot;Trzeba kombinować&quot; - pomyślałem, patrząc na &quot;Katapultę&quot;. Serio, jest to prawdziwa, drewniana machina, wysoka na kilka metrów - tzw. nowoczesna sztuka. Jak się przekonałem - sztuka także użytkowa, bo było to świetne miejsce do wdrapania się i obejrzenia spektaklu ponad głowami tłumu. Po chwili, z duszą na ramieniu, wyciągnąłem aparat. Nie było to najbardziej stabilne miejsce na świecie, ale za to z widokiem na całą uliczną scenę!</p>
<p><img src="http://ksieski.pl/content/images/2015/06/IMG_3060.jpg" alt="Lubelski Carnaval"></p>
<p>Koleś jest niesamowity. Żongluje tradycyjnie oraz kontaktowo - z akrylową kulą. Robi salta z kapeluszem, sztuczki z rozpalonymi pochodniami. Strzela biczem jak prawdziwy diabeł (tasmański - Aerial pochodzi z Australii). A to tylko część jego możliwości. Do tego ma nieźle gadane. Jego uliczne żarty (niektóre dość sprośne!), bez problemu rozbawiają publiczność, nawet pomimo bariery językowej.</p>
<div class="tiles">
<div class="left">
<p><img src="http://ksieski.pl/content/images/2015/06/IMG_3073.jpg" alt="Lubelski Carnaval"></p>
</div>
<div class="right">
<p><img src="http://ksieski.pl/content/images/2015/06/IMG_3030.jpg" alt="Lubelski Carnaval"></p>
</div>
</div>
<p>Jeden z najlepszych artystów ulicznych, których miałem okazję podziwiać. Jeżeli będziecie mieli kiedyś okazję go zobaczyć - polecam!</p>
<p>Ach no tak, nie wspomniałem jeszcze o najważniejszym. Zobaczcie, co Aerial, jako jedyny na świecie, potrafi zrobić z mieczem...</p>
<div class="tiles">
<div class="left">
<p><img src="http://ksieski.pl/content/images/2015/06/IMG_3101.jpg" alt="Lubelski Carnaval"></p>
</div>
<div class="right">
<p><img src="http://ksieski.pl/content/images/2015/06/IMG_3102.jpg" alt="Lubelski Carnaval"></p>
</div>
<div class="left down">
<p><img src="http://ksieski.pl/content/images/2015/06/IMG_3104.jpg" alt="Lubelski Carnaval"></p>
</div>
<div class="right down">
<p><img src="http://ksieski.pl/content/images/2015/06/IMG_3109.jpg" alt="Lubelski Carnaval"></p>
</div>
</div>
<p>Gwiazda + salto, z mieczem w środku swojego ciała, za to bez żadnej dziury w brzuchu. Nie-sa-mo-wi-te! Widziałem na własne oczy, jak ten wcale-nie-tak-krótki kawałek metalu znikał w jego ustach. A potem? Aerial Manx wygiął się, pokazał wszystkim dookoła rękojeść miecza, i jak gdyby nigdy nic, wykonał salto...</p>
<p>Proszę Państwa, czapki z głów!</p>
<p>Cały pokaz Aeriala możecie obejrzeć (czy trzeba jeszcze zachęcać?) tutaj:</p>
<div><iframe src="//www.youtube.com/embed/xOqMBaZyQDo" allowfullscreen frameborder="0" height="506" width="900"></iframe></div>
<p>Po tym występie polecieliśmy na Wieżę Trynitarską. Jak zwykle, widok z góry jest najlepszy. My podziwiamy panoramę upalnego Lublina, a was zostawiam ze słowami Thomasa Eliota, 'wydrukowanymi' w Bramie Trynitarskiej.</p>
<p><img src="http://ksieski.pl/content/images/2015/06/IMG_3161.jpg#wide" alt="Lubelski Carnaval"></p>
<p>Aha, jeszcze jedno. Wpadnijcie za rok! ;)</p>
]]></content:encoded></item><item><title><![CDATA[Babia Góra]]></title><description><![CDATA[Co to to nie. Limit głupstw popełnionych przeze mnie na ten rok został wyczerpany! Od teraz tylko i wyłącznie: racjonalność, przygotowanie, zimna głowa. Zero wariactw i głupich pomysłów!
=
Żartowałem. I tak nie macie tego na piśmie.]]></description><link>http://ksieski.pl/babia-gora/</link><guid isPermaLink="false">5c759d164e9c9c0001e2859e</guid><category><![CDATA[Góry]]></category><dc:creator><![CDATA[Konrad Księski]]></dc:creator><pubDate>Sun, 17 Aug 2014 18:00:00 GMT</pubDate><media:content url="http://ksieski.pl/content/images/2015/06/cover-big-8.jpg" medium="image"/><content:encoded><![CDATA[<img src="http://ksieski.pl/content/images/2015/06/cover-big-8.jpg" alt="Babia Góra"><p>Co to to nie. Limit głupstw popełnionych przeze mnie na ten rok został wyczerpany! Od teraz tylko i wyłącznie: racjonalność, przygotowanie, zimna głowa. Zero wariactw i głupich pomysłów!</p>
<p><span class="right">Żartowałem. I tak nie macie tego na piśmie.</span></p>
<p>Powoli tradycją staje się fakt, że wyjazd w góry nie może pójść gładko. Tym razem wirusy postanowiły odłożyć wycieczkę, z zaplanowanego już weekendu, na późniejszy. Ale nie ma tego złego, cel został osiągnięty, a pogoda trafiła się wręcz idealna. (Ups, spoiler...)</p>
<p>Pomysł... Od dawna myślałem, że taki widok na górze musi być wyjątkowy. Popołudnie na Trzech Koronach i usłyszana myśl, luźno rzucona przez wycieczkę - &quot;Jak fajnie by było tu zostać do jutra!&quot; - tylko podsyciły chęć i wyobraźnię. Zgadzam się, zachód na Trzech Koronach i wschód na Sokolicy... Oj, chyba kiedyś trzeba będzie coś takiego zrealizować!</p>
<div class="tiles">
<div class="right">
<p><img src="http://ksieski.pl/content/images/2015/06/IMG_2553.jpg#alt" alt="Babia Góra"></p>
</div>
<div class="left">
<p><img src="http://ksieski.pl/content/images/2015/06/IMG_2544.jpg#alt" alt="Babia Góra"></p>
</div>
</div>
<p>Po pierwsze - dostać się do Krakowa. Wybór pada na kochane przez wszystkich PKP. Jeżeli nie chcemy podróżować przez pięć godzin oraz Radom, musimy wybrać pociąg o świcie. 4:28. Sen odrobimy w pociągu. Potem chwilę pozwiedzamy i coś zjemy.</p>
<p>Muszę powiedzieć, że widoki z okna o tej porze, przy wschodzącym słońcu, są przepiękne. Szczególnie w miejscach, gdzie poranna mgła zalega cienką warstwą nad łąką, mieniąc się kolorami w promieniach nowego dnia. Przez chwilę pomyślałem sobie: &quot;Panie Konduktorze, możemy się na chwilkę zatrzymać? Aby zrobię fotkę i będziemy mogli jechać dalej!&quot;.</p>
<p>Książkę, którą wziąłem na podróż (miała starczyć na dwie podróże pociągiem!), skończyłem kilkanaście minut przed Krakowem. Ech, ten <a href="//pl.wikipedia.org/wiki/Milan_Kundera">Kundera</a>, za dobre powieści pisze, żeby nie pochłaniać ich jak gąbka..</p>
<div class="tiles">
<p><img src="http://ksieski.pl/content/images/2015/06/IMG_2517.jpg" alt="Babia Góra"></p>
<div class="left">
<p><img src="http://ksieski.pl/content/images/2015/06/IMG_2514.jpg#alt" alt="Babia Góra"></p>
</div>
<div class="right">
<p><img src="http://ksieski.pl/content/images/2015/06/IMG_2515.jpg#alt" alt="Babia Góra"></p>
</div>
</div>
<p>W Krakowie <a href="//www.youtube.com/watch?v=ozo2yeBI0xE">zestaw obowiązkowy, kawa i wuzetka</a>. To znaczy Stare Miasto i Wawel. Mamy kilka godzin do odjazdu busa, możemy sobie pozwolić na spacer. Mimo dość wczesnej pory, wycieczek istne zatrzęsienie. Sąsiedzi zza wschodniej i zachodniej granicy. Wydaje mi się, że stężenie obcokrajowców jest większe niż w warszawskim autobusie linii 175, jadącym z Okęcia.</p>
<p><span class="right">Fotografów ślubnych też wielu. Pozdrawiam!</span></p>
<p><img src="http://ksieski.pl/content/images/2015/06/IMG_2527.jpg#wide-alt" alt="Babia Góra"></p>
<p>I nawet jak już człowiek pomyśli sobie - &quot;O, podczepimy się pod jakąś wycieczkę, będziemy mieli wartościowy komentarz do widoków!&quot; - niestety... Wszystkie wycieczki prowadzone po niemiecku, rosyjsku, ukraińsku, włosku. Angielskiego, czy też polskiego, nie znaleźliśmy. No dobra, znaleźliśmy, ale jedną, i do tego szła w przeciwną stronę! Damy radę sami.</p>
<div class="tiles">
<div class="right">
<p><img src="http://ksieski.pl/content/images/2015/06/IMG_2531.jpg#alt" alt="Babia Góra"></p>
</div>
<div class="left">
<p><img src="http://ksieski.pl/content/images/2015/06/IMG_2528.jpg#alt" alt="Babia Góra"></p>
</div>
</div>
<blockquote>
<p>&quot;Konrad, co Ty masz z tymi lampami?&quot;</p>
</blockquote>
<p><span class="right">Nie wiem...</span></p>
<blockquote>
<p>&quot;Konrad, tytuł wpisu to 'Babia Góra', nie 'Kraków'!&quot;</p>
</blockquote>
<p><span class="right">No już!</span></p>
<hr>
<p>Z Krakowa wyjeżdżamy busem do Zawoi. Przeładowany. Kierowca nie polubił naszych internetowych biletów (o zgrozo, internetowi!). Sprawdzając dane, mamrotał pod nosem, czemu to też nie można kupić biletu u kierowcy, jak normalni ludzie. Widocznie nie wiedział, że z naszej dwójki, ja na pewno normalny nie jestem, a towarzysz podróży... No tak, z nim jest lepiej. Ale to ja kupowałem bilety!</p>
<p>W Zawoi wysiadamy na Widłach. Stężenie tlenu w naszych tętnicach wraca do prawidłowych poziomów po ponad dwóch godzinach jazdy w dusznym piekarniku. Zmiana butów na górskie, woda, słodycze, mapa. Jesteśmy gotowi, lecimy w kierunku Markowej.</p>
<p>Mimo, iż centrum wsi minęliśmy jeszcze jadąc busem, kilka kilometrów wcześniej, od bramy wejściowej Babiogórskiego Parku Narodowego dzieli nas prawie godzina szybkiego marszu. Po tym czasie zamiana asfaltu na ziemię, a prażącego słońca na szumiący las, brzmi wręcz bosko. Zawoja jest długa, bardzo długa, to jedna z najdłuższych wsi w Polsce.</p>
<p><img src="http://ksieski.pl/content/images/2015/06/IMG_2535.jpg#wide-alt" alt="Babia Góra"></p>
<p>Kupujemy bilety wejścia - pocztówki - i podbijamy je specjalnym stemplem. Z tego miejsca jest tylko jeden szlak - zielony. Na początku jest szeroko, dosyć płasko i milutko. Ale, ale! Po kilkunastu minutach aklimatyzacji wśród drzew, ścieżka staje się coraz bardziej stroma. Na trasie jest kilka znacznych podejść, na których można się nieźle zmęczyć.</p>
<p>Szlak prowadzi do <a href="//markoweszczawiny.pttk.pl/">schroniska PTTK na Markowych Szczawinach</a>. Wejście zajmuje nam półtorej godziny (i pochłania większość naszych zapasów wody). Dookoła budynku pora obiadowa trwa w najlepsze. Część turystów zdążyła już osiągnąć szczyt, nacieszyć się widokiem i zejść. Inni rozkładają się w schronisku na nocleg. A my kupujemy wodę i powolutku pijemy herbatę.</p>
<div class="tiles">
<p><img src="http://ksieski.pl/content/images/2015/06/IMG_2539.jpg" alt="Babia Góra"></p>
<div class="right">
<p><img src="http://ksieski.pl/content/images/2015/06/IMG_2566.jpg" alt="Babia Góra"></p>
</div>
<div class="left">
<p><img src="http://ksieski.pl/content/images/2015/06/IMG_2540-1.jpg" alt="Babia Góra"></p>
</div>
</div>
<p>&quot;Perć Akademików&quot;, czy też &quot;Akademicka Perć&quot;. Jeden z najtrudniejszych szlaków w Beskidach. Znakowany na żółto. Pół kilometra przewyższenia do pokonania po północnej, najbardziej stromej stronie Babiej. Po kilkunastu minutach wędrówki osiągamy wysokości, na których regiel górny przerzedza się, ustępując miejsca kosodrzewinie. Jest stromo. Jest nieźle.</p>
<p><img src="http://ksieski.pl/content/images/2015/06/IMG_2541.jpg#wide-alt" alt="Babia Góra"></p>
<p>Wychodzimy z lasu. Kolejne kilkanaście minut wśród kwiatów i motyli. Powoli czujemy wysokość i intensywność szlaku, w nogach i w oddechu. Czas na czekoladę w dużych ilościach.</p>
<p>Dochodzimy do półki skalnej. Słyszę: &quot;To tu są łańcuchy?&quot;. Tak, tu są łańcuchy. Straszne. Na szczęście żaden z nas nie ma alergii na to słowo. Ja wręcz przeciwnie, takie odcinki wręcz uwielbiam. Wspinaczka, czy też trawersowanie po skałkach... Będę się musiał kiedyś zastanowić nad wchodzeniem tak bardziej profesjonalnie, z liną, uprzężą i kaskiem.</p>
<p><img src="http://ksieski.pl/content/images/2015/06/IMG_2554.jpg#alt" alt="Babia Góra"></p>
<p>Półka ma jakieś pół metra szerokości, zwinnie przechodzimy na drugą stronę, zatrzymując się na chwilę na środku. Zaczyna być całkiem widokowo. Chwilę później natrafiamy na kolejne łańcuchy. Tym razem prowadzą w górę. Uśmiecham się szeroko, to lubię! Nie spodziewałem się takich wejść, ale jak najbardziej to jest to! Kilka dobrych chwytów skalnych i w mig jestem nad łańcuchami. Gdyby było mokro, pewnie mogłyby się przydać, ale w tych warunkach - dziękuję, nie skorzystam.</p>
<p>Powyżej jeszcze jeden kominek, ostatni. Do asekuracji klamry i łańcuchy w górnej części. To jest wejście na tzw. Czarny Dziób. Chyba najtrudniejszy kawałek trasy. Tak, ten szlak niesamowicie mi się podoba.</p>
<div class="tiles">
<div class="right">
<p><img src="http://ksieski.pl/content/images/2015/06/IMG_2557.jpg#alt" alt="Babia Góra"></p>
</div>
<div class="left">
<p><img src="http://ksieski.pl/content/images/2015/06/IMG_2555.jpg#alt" alt="Babia Góra"></p>
</div>
</div>
<p>Wyżej już zaczyna się gołoborze. Jeszcze jeden odpoczynek zanim zaatakujemy szczyt. Podczas niego mija nas starszy turysta. Widzę, że też zmęczony, spocony, ale w nogach ma moc. Tak, bez plecaków i nam byłoby łatwiej. Oferuję mu łyk wody, chwilę rozmawiamy. Zostawił bagaż w schronisku, wejdzie na szczyt i zejdzie na nocleg.</p>
<p>To tak jak my. Tylko że nam plecaki ciążą, zamiast bezpiecznie czekać na nas pod dachem. Ale oprócz tego, to tak jak my.</p>
<p>No, może z wyjątkiem jeszcze jednego szczegółu. My nie schodzimy na nocleg.</p>
<p><img src="http://ksieski.pl/content/images/2015/06/IMG_2560.jpg#wide-alt" alt="Babia Góra"></p>
<p>Drogowskaz na Markowych Szczawinach nie myli się za bardzo. Półtorej godziny i jesteśmy na szczycie. Akurat, siódma wieczorem. Rozglądamy się. Słupek graniczny, drogowskaz, ołtarz polowy, tablica pamiątkowa poświęcona Janowi Pawłowi II, charakterystyczny mur kamienny. Niestety, powietrze dookoła niezbyt przejrzyste, na horyzoncie ciężko dostrzec Tatry. Mimo to, jest dobrze. Rozkładamy się na skałkach, zasłużone kilkanaście minut leżakowania.</p>
<p><img src="http://ksieski.pl/content/images/2015/06/IMG_2568-2.jpg#alt" alt="Babia Góra"></p>
<p>Inni turyści powoli rozkładają się na szczycie: wygodna miejscówka, kubek herbaty, kieliszek wiśnióweczki. Zbliża się pierwszy z dwóch spektakli tej nocy. Z każdą chwilą słońce coraz niżej, coraz bliżej horyzontu. My też relokujemy się w miejsce z dogodniejszym widokiem.</p>
<p><img src="http://ksieski.pl/content/images/2018/08/zywiec_z_babiej-1.jpg" alt="Babia Góra"></p>
<p>Tafla wody, nad którą zachodzi słońce, to Jezioro Żywieckie. W tę stronę widać stąd także Cyl (Mała Babia Góra), Pilsko, Baranią Górę, Skrzyczne, Klimczok. Młodzież kilkadziesiąt metrów poniżej szczytu zaczyna grać na gitarze. Cholera, po kilku biwakowych piosenkach rozpoczynają &quot;Morskie Opowieści&quot;... Jak znają zwrotki, to nie skończą do rana.</p>
<div class="tiles">
<div class="left">
<p><img src="http://ksieski.pl/content/images/2015/06/IMG_2615.jpg" alt="Babia Góra"></p>
</div>
<div class="right">
<p><img src="http://ksieski.pl/content/images/2015/06/IMG_2596.jpg" alt="Babia Góra"></p>
</div>
</div>
<p><img src="http://ksieski.pl/content/images/2015/06/IMG_2667.jpg#wide-up-alt" alt="Babia Góra"></p>
<p>Kilkanaście minut po zachodzie słońca towarzystwo zaczyna szukać lepszych miejsc do przetrwania nocy. My zostajemy jeszcze przez chwilę na miejscu, potem przejdziemy pod kamienny mur, osłoni nas przed chłodnym wiatrem. W międzyczasie zakładamy wszystkie ubrania, które mamy ze sobą. Mimo świetnej pogody i lekkich podmuchów od południa, troszeczkę marzniemy.</p>
<p><span class="right">O wiele bardziej niż troszeczkę...</span></p>
<p>Łapiemy godzinę, półtorej godziny snu. Jest coraz ciemniej, niebo staje się czarne jak smoła. Podziwiamy Drogę Mleczną, tutaj widać ją bardzo wyraźnie. Chyba nigdy nie widziałem jej na żywo w takiej okazałości. Niestety nie udało mi się tego widoku uchwycić na fotografii, zabawa ze statywem i aparatem skończyła się na kilkunastu nieostrych ekspozycjach. No trudno. Ale na pocieszenie wyszedł mi taki oto Żywiec nocą:</p>
<p><img src="http://ksieski.pl/content/images/2015/06/IMG_2742.jpg#alt" alt="Babia Góra"></p>
<p>Ale zabawa zdjęciami nie potrwa kilku godzin, do wschodu słońca. Próbujemy spać, ale mimo zmęczenia budzimy się po kilku, kilkunastu minutach od zaśnięcia. Medytujemy, chyba tak można to najlepiej określić. Z chwilowymi przerwami na świadome spojrzenie dookoła, czekamy na wschód.</p>
<p>Od trzeciej rano na szczycie powoli przybywa osób. No tak, pobudka w schronisku, czołówka i czerwonym szlakiem przez przełęcz Brona i Kościółki na szczyt. Powoli kończy się miejsce przy kamiennym murze. Coraz więcej ludzi. Na horyzoncie coraz jaśniej. Wiedziałem, że wschody na Babiej są popularne, ale zobaczyć to na żywo... Robi wrażenie.</p>
<div class="tiles">
<div class="left">
<p><img src="http://ksieski.pl/content/images/2015/06/IMG_2747.jpg" alt="Babia Góra"></p>
</div>
<div class="right">
<p><img src="http://ksieski.pl/content/images/2015/06/IMG_2787.jpg" alt="Babia Góra"></p>
</div>
</div>
<p><img src="http://ksieski.pl/content/images/2015/06/IMG_2813.jpg#wide-up" alt="Babia Góra"></p>
<blockquote>
<p>&quot;Dzień dobry.&quot;</p>
</blockquote>
<p><img src="http://ksieski.pl/content/images/2015/06/IMG_2818.jpg" alt="Babia Góra"></p>
<p>Kilkadziesiąt osób, może nawet setka, przynajmniej kilkanaście statywów. Wszyscy spokojnie obserwują wielką, czerwoną dynię, która w niezłym tempie zajmuje swoje miejsce na niebie. W tym momencie widać, że Ziemia się kręci, i to dosyć szybko! Pierwsze, nieśmiałe promyki słońca zaczynają ogrzewać zziębniętych turystów.</p>
<p><img src="http://ksieski.pl/content/images/2015/06/IMG_2872.jpg#wide-alt" alt="Babia Góra"></p>
<p>Lekki uśmiech na twarzy. Udało się, założony cel osiągnięty. Posiedzimy jeszcze chwilę. Moje poczucie czasu jest już nieźle zaburzone, z zamkniętymi oczami powiedziałbym, że jest dziewiąta, dziesiąta. Nie. Jest 5:15. Niedziela. Dzień rozpoczął się dopiero przed chwilą.</p>
<p><img src="http://ksieski.pl/content/images/2015/06/IMG_2872-2.jpg#wide-alt" alt="Babia Góra"><img src="http://ksieski.pl/content/images/2015/06/IMG_2872-3-overlay.png#overlay" alt="Babia Góra"></p>
<p>Wytężając wzrok, można dostrzec zarys Tatr. Pierwsze szczyty z lewej strony, to <a href="http://ksieski.pl/pieniny-i-wysoka/#tatry-bielskie">Tatry Bielskie</a>, Bujaczy Wierch i Hawrań. Dalej w prawo Tatry Wysokie, Jagnięcy, Kieżmarski, Lodowy... Aż w końcu najwyższy ze wszystkich, Gerlach, a za nim Rysy i Wysoka. Na zdjęciu, jak już pewnie spostrzegliście, podpisałem niektóre szczyty - wystarczy najechać myszką.</p>
<p><img src="http://ksieski.pl/content/images/2015/06/IMG_2859.jpg" alt="Babia Góra"></p>
<p>Schodzimy. Mniej więcej w połowie żywi. Na plecach znowu kilogramy. Z tego wszystkiego to chyba statyw mi najbardziej ciąży. Szlak czerwony, prowadzący na przełęcz Krowiarki. Aparat zostaje w torbie, czasu już też nie liczymy. Po prostu schodzimy.</p>
<p>Za Sokolicą spotykamy coraz więcej ludzi idących w przeciwnym kierunku, na szczyt. Wiele osób nalega na tradycyjne, górskie <em>&quot;cześć!&quot;</em>. Głupio nie odpowiedzieć, robię to zupełnie odruchowo, automatycznie. W końcu do pewnego turysty wypaliłem: <em>&quot;dobrý den!&quot;</em>. Towarzysz odwrócił się, patrząc na mnie z bardzo ciekawą miną. Przez chwilę analizowałem, co się tak właściwie stało, po czym powiedziałem: <em>&quot;A tak! Następnemu, co mi powie 'cześć', odpowiem 'ahoj'! &quot;</em>.</p>
<p>I tak też mu odpowiedziałem. I był to ostatni turysta na tym szlaku. W końcu doszliśmy do Krowiarek. Chwila przerwy, przed nami ostatni kawałek trasy, musimy dojść do Zawoi Policzne. Niebieski szlak, pierwsza część przez las, potem asfaltową szosą karpacką. Tu czeka na nas bus do Krakowa. Do odjazdu ponad pół godziny, kierowca śpi na przedniej kanapie. Temu to dobrze!</p>
<p><img src="http://ksieski.pl/content/images/2015/06/IMG_2592.jpg" alt="Babia Góra"></p>
<p>Budzę się w Krakowie. Mamy kilka godzin do przeczekania i brak jakichkolwiek sił witalnych. Ten dzień jest jeszcze bardziej gorący niż wczorajszy. Szybko osiągamy konsensus: idziemy na Planty i siadamy w cieniu. Oprócz wczesnego obiadu na mieście, to jedyne co robimy w królewskim mieście, oczekując na pociąg do domu. No może nie jedyne - oprócz tego staramy się nie zasnąć na ławce!</p>
<p>Na peronie tłok i rozgardiasz. Wyczuwam szwindel. Z głośników płyną komunikaty. Pociąg zmienia peron. Wiedziałem! Co ciekawe, na krakowskim dworcu za opóźnienia nie przeprasza się uprzejmie, tylko tak po prostu: przeprasza się. No tak, <a href="//www.youtube.com/watch?v=RWxZOc0tjhE">w Krakowie liczy się precyzja.</a></p>
<p><img src="http://ksieski.pl/content/images/2015/06/IMG_2580.jpg#wide-alt" alt="Babia Góra"></p>
<p>Bardzo dobrze, że książkę przeczytałem w drodze do Krakowa. Teraz mogę z czystym sumieniem uśmiechnąć się i - z poczuciem wypełnionego planu w stu procentach - bezczelnie przespać całą podróż.</p>
<h3 id="dobranoc">Dobranoc!</h3>
]]></content:encoded></item><item><title><![CDATA[Samochody]]></title><description><![CDATA[Niebieska Impreza. Tak, Subaru. Koniecznie ze złotymi felgami. Dokładnie taka, jak parkuje u mnie pod pracą.
=
Innego samochodu nie kupię! Tak powiedział...]]></description><link>http://ksieski.pl/samochody/</link><guid isPermaLink="false">5c759d164e9c9c0001e2859c</guid><category><![CDATA[Eskapady]]></category><dc:creator><![CDATA[Konrad Księski]]></dc:creator><pubDate>Fri, 25 Jul 2014 18:00:00 GMT</pubDate><media:content url="http://ksieski.pl/content/images/2015/06/cover-big-6.jpg" medium="image"/><content:encoded><![CDATA[<img src="http://ksieski.pl/content/images/2015/06/cover-big-6.jpg" alt="Samochody"><p>Niebieska Impreza. Tak, Subaru. Koniecznie ze złotymi felgami. Dokładnie taka, jak parkuje u mnie pod pracą.</p>
<p><span class="right">Innego samochodu nie kupię! <em>Tak powiedział...</em></span></p>
<blockquote>
<p>&quot;Idziemy na miasto? Wpadnij po pracy!&quot;</p>
</blockquote>
<blockquote>
<p>&quot;Ok!&quot;</p>
</blockquote>
<blockquote>
<p>&quot;I weź statyw!&quot;</p>
</blockquote>
<p>I poszliśmy zwiedzać miasto, w którym siedzimy już od kilku lat. Nie straszna nam była burza, która bezskutecznie próbowała nas zawrócić, szczęśliwie tylko przez kilkanaście minut. I szliśmy, Traktem Królewskim, Starym Miastem. Na marginesie, o Starym mam już zamówiony wpis, pewne chochliki dostarczyły mi bardzo ciekawy album z wszelakimi informacjami o tym miejscu. Taaak, trzeba będzie.</p>
<p>Ale po urlopie. Odkładam na święty nigdy.</p>
<p><img src="http://ksieski.pl/content/images/2015/06/IMG_2320.jpg#wide-alt" alt="Samochody"></p>
<p>Starym Miastem, Nowym Miastem, i dalej. Powoli robimy kółko, włócząc się po prawie nieznanym terenie. Tyle czasu tutaj mieszkam, a nadal tak wiele jest miejsc, przez które mogę iść i rozglądać się jak turysta, bo widzę je po raz pierwszy.</p>
<p>Docieramy na Plac Bankowy i stamtąd jedziemy na drugą stronę Wisły. Śląsko-Dąbrowski trzęsie się niemiłosiernie przy każdym przejeżdżającym tramwaju. Aż się zastanawiam, jakim cudem to stoi przez tyle lat w jednym miejscu?</p>
<p>Pod mostem można wejść nie tylko na plażę, a również trochę w głąb nurtu, po betonowych wałach. Inna perspektywa i troszkę więcej spokoju. Ludzie łapią chwile chilloutu po ciężkim dniu.</p>
<p><img src="http://ksieski.pl/content/images/2015/06/IMG_2468.jpg#alt" alt="Samochody"></p>
<p>Powoli docieramy na Stadion, akurat zaraz ma być SKM-ka, którą wygodnie wrócimy do domu. Tak, właśnie ta SKM-ka, która opuszczając stację, wjeżdża na most... Cholera! To nie metro, kolejnej nie będzie za pięć minut!</p>
<p>Odwracamy oczy od stacji w przeciwną stronę, a tam...</p>
<p><img src="http://ksieski.pl/content/images/2015/06/IMG_2470.jpg#wide-alt" alt="Samochody"></p>
<p>Zlot. Zjazd. A dokładniej, <a href="//youngtimerwarsaw.com/">Youngtimer Warsaw</a>. Ha, teraz wiem, że to zjawisko ma nazwę i jest cykliczne! Wtedy już się powoli zbierali, więc chyba trzeba będzie kiedyś przyjść na czas (i nie zupełnym przypadkiem, jak teraz!), żeby zobaczyć jak najwięcej tych cacek i cudeniek.</p>
<p><img src="http://ksieski.pl/content/images/2015/06/IMG_2491.jpg#alt" alt="Samochody"></p>
<p>Oczy świecą się jak dwuzłotówki. Niebieska Impreza gdzieś uleciała, teraz marzą się tylko i wyłącznie tak pięknie utrzymane samochody tamtych lat. I nawet zwyczajny Maluszek, czy też duży Fiat w tym momencie jest cudny.</p>
<p>Jeździłbym. Którymkolwiek ze stojących tutaj egzemplarzy. On też by jeździł.</p>
<p><span class="right">No bo kto by nie jeździł?!</span></p>
<div class="tiles">
<div class="right">
<p><img src="http://ksieski.pl/content/images/2015/06/IMG_2475.jpg" alt="Samochody"></p>
</div>
<div class="left">
<p><img src="http://ksieski.pl/content/images/2015/06/IMG_2481-1.jpg" alt="Samochody"></p>
</div>
</div>
<p><img src="http://ksieski.pl/content/images/2015/06/IMG_2479.jpg#up" alt="Samochody"></p>
<p>Jak Warszawa musiała wyglądać, kiedy na drogach jeździły tylko takie cacka.. To już tylko w albumach i starych filmach... Z całym tym czarem i klimatem epoki słusznie minionej, polecam gorąco film pod tytułem <a href="//www.youtube.com/watch?v=PUcbuqRveE4">Nie lubię poniedziałku</a>.</p>
<p><img src="http://ksieski.pl/content/images/2015/06/IMG_2473.jpg" alt="Samochody"></p>
<p>Ten film bardzo lubię. Uwielbiam wręcz. Nie ma się co dziwić, że widząc taką kartkę w oknie jednego z Fiatów 125p, w głowie miałem tylko i wyłącznie tę scenę:</p>
<div><iframe src="//www.youtube.com/embed/PUcbuqRveE4?start=2890" allowfullscreen frameborder="0" height="506" width="900"></iframe></div>
<p>Oj, biedny Francesco, jak trudno było się kiedyś dostać do Maszynohurtu.. A w Sulęcicach chłopi czekają, aż Bączyk załatwi dreblinki. Ćwierćcalowe!</p>
<p>Ale wracamy.. Akurat za chwilę kolejna SKM-ka, czas na nas. Na zjeździe niektórzy też dochodzą do tego samego wniosku.</p>
<p>Statyw się nie przydał, nosił go przez kilka godzin i pół miasta, tylko po to, żebym go nie użył. Sorry!</p>
<p><img src="http://ksieski.pl/content/images/2015/06/IMG_2477.jpg" alt="Samochody"></p>
<p>I na koniec, pamiętajcie o jednym:</p>
<h2 id="gentlemanjezdnijestprzyjacielemprzechodnia">Gentleman jezdni jest przyjacielem przechodnia!</h2>
]]></content:encoded></item><item><title><![CDATA[Pieniny i Wysoka]]></title><description><![CDATA[Podobno - a wiem to z całkiem dobrego źródła - najgorsze pierwsze trzydzieści lat, a potem to już jakoś idzie. Mam nadzieję, że taki stan 'jakoś idzie' w pisaniu osiągnę trochę szybciej... Zobaczymy!
=
Ale skoro już zacząłem, to brnijmy dalej.
]]></description><link>http://ksieski.pl/pieniny-i-wysoka/</link><guid isPermaLink="false">5c759d164e9c9c0001e285a0</guid><category><![CDATA[Góry]]></category><dc:creator><![CDATA[Konrad Księski]]></dc:creator><pubDate>Fri, 20 Jun 2014 18:00:00 GMT</pubDate><media:content url="http://ksieski.pl/content/images/2015/06/cover-big-13.jpg" medium="image"/><content:encoded><![CDATA[<img src="http://ksieski.pl/content/images/2015/06/cover-big-13.jpg" alt="Pieniny i Wysoka"><p>Podobno - a wiem to z całkiem dobrego źródła - najgorsze pierwsze trzydzieści lat, a potem to już jakoś idzie. Mam nadzieję, że taki stan 'jakoś idzie' w pisaniu osiągnę trochę szybciej... Zobaczymy!</p>
<p><span class="right">Ale skoro już zacząłem, to brnijmy dalej.</span></p>
<h1 id="dzisiajomaychpieninach">Dzisiaj o Małych Pieninach</h1>
<p>Grań Małych Pienin. Po prostu cudna. Piękna. Jedna z moich ulubionych tras w górach. Z kategorii: &quot;nie spieszyć się&quot; - bo nie ma po co. Jest tam wszystko, małe podejścia, większe podejścia, lasy, polany, widoki... Można iść, iść, wędrować...</p>
<p>Zaczynamy w Szczawnicy. Wchodzimy na szlak znakowany żółtym kolorem, zaraz przy dolnej stacji kolejki na Palenicę. Kolejne pół godziny to jedno z poważniejszych podejść na tej trasie. Ale trzeba pamiętać - &quot;nie spieszyć się&quot; (i odpowiednio wcześnie wyruszyć!). Już sam widok z Palenicy wynagradza początkowy trud.</p>
<p><img src="http://ksieski.pl/content/images/2015/06/IMG_2241.jpg" alt="Pieniny i Wysoka"></p>
<p>Są Pieniny, z przełomem Dunajca i Trzema Koronami. Są Tatry, przecież to tylko 30 - 40 kilometrów. Owce i owieczki też są, dla miłośników puchatej wełny. Trochę wystawione frontem do turysty - &quot;patrzcie, owce też mamy&quot;, ale pff. Owce i już, takie fajne, takie beczące i skaczące. Wycieczka lubi owce. Bardzo.</p>
<p>Do tego na Palenicy jest <a href="//www.pkl.pl/palenica/Zjezdzalnia_grawitacyjna">zjeżdżalnia grawitacyjna</a> - czyli całoroczny tor saneczkowy, gdzie zamiast sanek są specjalne wózki. Polecam! Zabawa przednia, wajcha do przodu i jazda! Frajda z takich rzeczy wcale nie przemija z wiekiem (napisał człowiek w wieku studenckim - co on tam wie...).</p>
<p><a name="tatry-bielskie"></a></p>
<p><img src="http://ksieski.pl/content/images/2015/06/IMG_2212.jpg#wide-alt" alt="Pieniny i Wysoka"><img src="http://ksieski.pl/content/images/2015/06/IMG_2212-overlay.png#overlay" alt="Pieniny i Wysoka"></p>
<p>Tatry. Pierwszy plan to Tatry Bielskie, po lewej stronie Bujaczy Wierch, w środku Szalony Wierch, Płaczliwa Skała, Hawrań i Nowy Wierch. Nad całym tym pasmem królują (prawie) najwyższe szczyty całych Tatr - drugi plan po lewej - od lewej: Łomnica, Durny Szczyt, Baranie Rogi i Lodowy Szczyt.</p>
<p>Przy okazji, jadąc w góry, zawsze warto pobawić się <a href="//www.udeuschle.selfhost.pro/panoramas/makepanoramas_en.htm">generatorem panoram</a>, sprawdzić widoki z kilku punktów na trasie, a następnie wydrukować kilka kartek z podpisami &quot;co akurat widzimy&quot;. No chyba że jesteśmy mocni i z mapą dajemy radę.</p>
<p>Ja nieopatrznie wydrukowałem panoramy z Trzech Koron i Wysokiej na kartkach już jednostronnie zadrukowanych (a co się będą marnować?) - i dotąd nie wiem, czy dla mojej wycieczki większą radochą było identyfikowanie szczytów, czy też rozszyfrowywanie systemów mocowań parapetów, ościeżnic oraz okien, których schematy były akurat wydrukowane na drugiej stronie. Tak to już jest, Tata budowlaniec...</p>
<p><img src="http://ksieski.pl/content/images/2015/06/IMG_2034.jpg" alt="Pieniny i Wysoka"></p>
<h4 id="wracamynatras">Wracamy na trasę.</h4>
<p>Dosłownie chwilę dalej mamy Szafranówkę, na której spotykamy granicę polsko-słowacką i niebieski szlak. Razem z tą parą będziemy podążać dalej, aż pod Wysoką. Ale zanim to nastąpi, szybkie spojrzenie za siebie, na kawałeczek Szczawnicy i Krościenko, za którym (nad którym) widać kawałek Gorców - Lubań i jego pasmo.</p>
<p><img src="http://ksieski.pl/content/images/2015/06/IMG_2051.jpg#alt" alt="Pieniny i Wysoka"></p>
<p>Z Szafranówki schodzimy niebieskim szlakiem, w kierunku wschodnim. Na początku droga wiedzie bardziej w dół niż w górę, a jedno z zejść jest dosyć strome. Na leśnych odcinkach trzeba być przygotowanym na błoto, jeżeli w poprzednich dniach padało. Mimo to, droga jest nadzwyczaj przyjemna.</p>
<p>Wychodzimy na polanę przy Załaziu. Słońce przygrzewa, a trawa wręcz zachęca do opalania. Przed sobą, troszkę po lewej widzimy Jarmutę, &quot;wystającą&quot; poza główną grań Małych Pienin. Można stąd też spojrzeć w kierunku Szczawnicy. I poleżeć na słońcu!</p>
<p><img src="http://ksieski.pl/content/images/2015/06/IMG_2055.jpg#wide" alt="Pieniny i Wysoka"></p>
<p>Po kilku chwilach wznowionej wędrówki szlak lekko skręca w lewo, pomimo wydeptanej ścieżki wiodącej prosto, pod górę. Prowadzi ona na grań Łaźnych Skał. Ciekawskie oczy i nogi przez chwilę podjęły wyzwanie, ale dosyć szybko przekonały się, że lepiej jest się wycofać i wrócić na szlak. Z jednej strony strome zbocze leśne, z drugiej wapienne urwisko, a wydeptana droga zarośnięta.</p>
<p>Ale za to widok fest.</p>
<p><img src="http://ksieski.pl/content/images/2015/06/IMG_2065.jpg#wide-alt" alt="Pieniny i Wysoka"></p>
<p>Schodzimy do szlaku i grzecznie podążamy za znakami. W pewnym momencie, idąc przez las, z tyłu dogania nas biały pies. &quot;Będzie nas prowadził&quot;, żartuje moja wycieczka. Coż.. Tak, prowadził nas. I okazało się, że nie tylko nas. Po chwili wiedzieliśmy, że polana już blisko, a na niej owce. Dużo owiec. Dużo. Więcej niż kilka - to czuć.</p>
<p><img src="http://ksieski.pl/content/images/2015/06/IMG_2066.jpg#wide" alt="Pieniny i Wysoka"></p>
<p>Wycieczka lubi owce. Tutaj jest ich wystarczająco wiele na zachwyt. W oddali psy pasterskie odpoczywają w cieniu drzew, zostawiając całą robotę pasterzom, którzy w zupełnie innym języku niż polski (owczym?) znakomicie manewrują stadem.</p>
<p>Beee.</p>
<p><img src="http://ksieski.pl/content/images/2015/06/IMG_2087.jpg" alt="Pieniny i Wysoka"></p>
<h5 id="anyproblems">Any problems?</h5>
<p><img src="http://ksieski.pl/content/images/2015/06/IMG_2099.jpg" alt="Pieniny i Wysoka"></p>
<p>Psy pasterskie to nieźle wyedukowane zwierzaki. Nauczone doświadczeniem, wiedzą jak korzystać z turystów. Podbiega do nas para psów, obwąchuje wszystkie możliwe plecaki, torby, ręce, przy okazji dając się pogłaskać. Na każdy szelest, czy otworzenie torby, reagują ciekawością. Cóż, dosyć skutecznie, dostały kawałek kanapki.</p>
<p>Jak już dojdą o wniosku, że nic więcej już nie ugrają, to... lecą prosto do następnej grupy turystów! A owce? Przecież są pasterze, to ich robota!</p>
<p>Po prawej znów odsłaniają się Tatry. Wędrówka nie nuży, wokół zieleń we wszystkich jej odcieniach. A patrząc w tył możemy zauważyć, jak bardzo oddalamy się od Trzech Koron, czy też od Palenicy. Za nami już dobre kilka kilometrów. A przed nami baaaa-cówka.</p>
<p>Niestety przed nami także wycieczka, nadciągająca z przeciwnej strony. Porywamy co ładniejsze oscypki, aby zdążyć przed nawałnicą turystów. A jeszcze przed tym robimy zdjęcia tak słodko leżącym jagniątkom.</p>
<p><img src="http://ksieski.pl/content/images/2015/06/IMG_2120.jpg#wide-alt" alt="Pieniny i Wysoka"></p>
<p>Dalej czeka na nas podejście pod Durbaszkę. Być może po godzinie na zegarku widać, ile już idziemy, ale to chyba jedyny wyznacznik długości. Nogi nie bolą, trasa nie jest wymagająca, wędruje się świetnie. Nie spieszymy się. A kulminacja jeszcze przed nami.</p>
<p>Pod Durbaszką jest jeszcze jedna bacówka, trochę na uboczu. Można też skręcić w kierunku schroniska. Ale my idziemy wciąż ze szlakiem, znów lekko pod górę. Najpierw nadal łąkami, aby potem powoli wchodzić w las. Teren wypłaszcza się, aby następnie zaoferować kilka krótkich, ale dosyć stromych zejść.</p>
<p>Dochodzimy pod Wysoką. Na malutkiej polanie, zwanej Kapralową Wysoką szlak odchodzi w lewo, a na wprost znajduje się podejście na szczyt. Teraz już tylko chwila, trochę ponad sto metrów w górę dzieli nas od najwyższego szczytu Pienin.</p>
<p>Podejście na Wysoką miałem w pamięci jako bardzo przyjemny kawałek trasy. Dość trudny, podejścia strome. A tu niestety - metalowe schody. Oj. No trudno. Ale dzięki temu na szczyt mogą wejść mamy z bobasami w nosidełkach (!). Co to za sens - nie wiem.</p>
<p><img src="http://ksieski.pl/content/images/2015/06/IMG_2148-1.jpg#alt" alt="Pieniny i Wysoka"></p>
<p>Lubań, Turbacz, Polica, Babia Góra, Pilsko. Z Pienin - Holica, Trzy Korony, Nowa Góra, a także już odwiedzone - Palenica, Szafranówka. A przecież patrzę tylko w jedną stronę! Widok jest niesamowity.</p>
<p>W prostej linii do Babiej Góry ponad 75 kilometrów. Do Pilska - 90 kilometrów.</p>
<p>Na widoki ze szczytów najczęściej najlepsza jest panorama. A najlepsza panorama jest wtedy, gdy jest statyw. Niestety takowego (jeszcze) nie posiadam, co skutkuje tym, że zdjęcia po poskładaniu nie układają się w poziomą linię, tylko raczej w sinusoidę... Ale kilka zdjęć trzyma poziom.</p>
<p><img src="http://ksieski.pl/content/images/2015/06/pano-2148-1.jpg#wide-alt" alt="Pieniny i Wysoka"></p>
<p>Być może kiedyś ją opiszę dokładnie, wszystkie ważniejsze szczyty, których można się dopatrzeć. Oprócz Słowackich Tatr, widać stąd między innymi Kozi Wierch, Czerwone Wierchy oraz Giewont. Z dobrym okiem i lornetką na pewno da się wypatrzeć jeszcze więcej.</p>
<p>Patrzymy dalej. Mamy już Gorce, Pieniny, Babią i Pilsko, Tatry, Magurę Spiską. Od Tatr, obracając się w lewo: Góry Wołowskie, Góry Lewockie, Góry Czerchowskie, pasma Jaworzyny i Radziejowej - czyli Beskid Sądecki. Gdzie się człowiek nie obróci, wszędzie można dojrzeć góry.</p>
<p>Dużo tego. I dobrze!</p>
<p>Z uwagi na brak pośpiechu na trasie, schodzimy z Wysokiej do Jaworek przez wąwóz Homole.</p>
<p><img src="http://ksieski.pl/content/images/2015/06/IMG_2210.jpg" alt="Pieniny i Wysoka"></p>
<p>W wąwozie bardzo miło szumi potok. Trasa kilkukrotnie przeskakuje z jednego brzegu na drugi. Mimo mostków, przez potok da się też przeprawić skacząc po kamieniach. Oj tak, w takich chwilach jestem odpowiedzialny, dorosły, i beztrosko skaczę po kamieniach nie przejmując się niczym.</p>
<p>W Jaworkach podchodzimy do przystanku, patrzymy na busy do Szczawnicy. Oho, właśnie odjechał.. Kolejny za ponad godzinę. I co? Siedzimy i czekamy, idziemy na piechotę?</p>
<p>Łapiemy stopa. No, trochę na wyrost powiedziane - dziewczyny łapią stopa, bo jakoś bardzo dobrze im to wychodzi. Taki lajf, podejrzewam, że szybciej bym doszedł na piechotę niż osobiście złapał jakąkolwiek podwózkę. ;)</p>
<hr>
<p>Bez pośpiechu i z dosyć długimi postojami (owce!) <a href="//mapa-turystyczna.pl/route/shcu">trasa</a> zajęła nam około siedmiu godzin. Czemu tak długo? Odpowiedź jest prosta.</p>
<p><img src="http://ksieski.pl/content/images/2015/06/IMG_2242.jpg" alt="Pieniny i Wysoka"></p>
<p><span class="center emph">Bo można! Beee!</span></p>
<p><img src="http://ksieski.pl/content/images/2015/06/IMG_2044.jpg#wide" alt="Pieniny i Wysoka"></p>
]]></content:encoded></item></channel></rss>