<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?><rss xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/" xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/" xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom" version="2.0" xmlns:media="http://search.yahoo.com/mrss/"><channel><title><![CDATA[Konrad Księski - A Konrad napisał]]></title><description><![CDATA[Konrad pisze o górskich przygodach, miejskich eskapadach, a czasem trochę bardziej osobiście. Wszystko to w towarzystwie zdjęć z jego aparatu.]]></description><link>http://ksieski.pl/</link><image><url>http://ksieski.pl/favicon.png</url><title>Konrad Księski - A Konrad napisał</title><link>http://ksieski.pl/</link></image><generator>Ghost 2.16</generator><lastBuildDate>Sun, 10 May 2026 13:22:53 GMT</lastBuildDate><atom:link href="http://ksieski.pl/author/konrad-2/rss/" rel="self" type="application/rss+xml"/><ttl>60</ttl><item><title><![CDATA[Karkonosze]]></title><description><![CDATA[Po wizycie w Sudetach pojechaliśmy w Tatry. Tam usłyszałem od nich: "Karkonosze to góry dla emerytów!"
=
A w rzeczywistości niejeden emeryt w Tatrach ma więcej sił i wigoru niż my na lichym podejściu pod Szrenicę!]]></description><link>http://ksieski.pl/karkonosze/</link><guid isPermaLink="false">5c759d164e9c9c0001e285a4</guid><category><![CDATA[Góry]]></category><dc:creator><![CDATA[Konrad Księski]]></dc:creator><pubDate>Thu, 21 Jan 2016 17:08:00 GMT</pubDate><media:content url="http://ksieski.pl/content/images/2015/09/IMG_6541.jpg" medium="image"/><content:encoded><![CDATA[<img src="http://ksieski.pl/content/images/2015/09/IMG_6541.jpg" alt="Karkonosze"><p>Po wizycie w Sudetach pojechaliśmy w Tatry. Tam usłyszałem od nich: &quot;Karkonosze to góry dla emerytów!&quot;</p>
<p><span class="right">A w rzeczywistości niejeden emeryt w Tatrach ma więcej sił i wigoru niż my na lichym podejściu pod Szrenicę!</span></p>
<p>Tym razem do Wrocławia docieram w o wiele lepszym stylu niż <a href="//ksieski.pl/praga-na-raz">ostatnio</a> - po raz pierwszy w życiu lecę samolotem! Szkoda tylko, że czas spędzony w Boeingu 737-800 to mniej niż jedna piąta całej podróży... Ale mimo to chyba polubię latanie, szczególnie to wciskające w fotel przyspieszenie podczas startu!</p>
<p>Z lotniska odbiera mnie biała strzała kierowana przez Tomka - przepiękny Pegueot 206 z lekko tłukącym się tłumikiem. Noga na gazie - nasz pociąg odjeżdża ledwo pół godziny po moim lądowaniu. Cholera wie, czy zdążylibyśmy wyrobić się i dojechać na Wrocław Główny... Na szczęście ta ponad półmilionowa metropolia posiada także dworzec zachodni!</p>
<p><span class="right">O którym nikt z nas do tej pory nie słyszał. A chłopaki siedzą tutaj już półtora roku!</span></p>
<p><img src="http://ksieski.pl/content/images/2015/09/IMG_6153.jpg" alt="Karkonosze"></p>
<p>Dworzec... Mocno powiedziane! Peron zachodni? Zachodnie... coś? Stacja <a href="https://www.google.pl/maps/@51.2208497,22.4252891,3a,75y,37.59h,74.47t/data=!3m6!1e1!3m4!1sAApa_yuDmqFqLffjbBJlLA!2e0!7i13312!8i6656">Motycz</a>, albo i nawet Stasin Polny?  Najważniejsze, że zdążyliśmy i chwilę po ósmej wsiadamy w pociąg REGIO &quot;Kamieńczyk&quot;. Zgodnie z nazwą pociągu, naszym celem - Szklarska Poręba Górna!</p>
<p><span class="right">Na marginesie - trasa pociągu pod koniec jego biegu jest naprawdę widokowa i - krótko mówiąc - urocza!</span></p>
<p><img src="http://ksieski.pl/content/images/2015/10/IMG_6179.jpg#wide-alt" alt="Karkonosze"></p>
<p>Wysiadając z pociągu, uderza w nas fala gorącego powietrza. Słoneczna pogoda bezlitośnie podgrzewa atmosferę - niemalże do temperatury ludzkiego ciała. Upały pozostaną z nami przez kolejne trzy dni, podczas których nie rozstaniemy się z cholernie ciężkimi plecakami ani na moment!</p>
<p>Z dworca PKP do centrum miasta prowadzi nas strome zejście. Jeden z chłopaków rzuca: <em>&quot;Możemy tutaj wchodzić gdziekolwiek, ale najgorszy kawałek pod górę to wracanie do pociągu po tej stromiźnie!&quot;</em>. O tak - prorocze słowa! W mieścinie szybka wizyta w aptece po krem do opalania - bez niego po trzech dniach osiągnąłbym efekt odwrotny niż Michael Jackson.</p>
<p>Plan na <a href="http://mapa-turystyczna.pl/route/t67">dzień pierwszy</a>: ze Szklarskiej czerwonym szlakiem, przez wodospad Kamieńczyka, podejściem na szczyt Szrenicy. Następnie, kontynuując wędrówkę wzdłuż Głównego Szlaku Sudeckiego, idziemy przez zachodnią część Śląskiego Grzbietu aż do przełęczy Karkonoskiej i schroniska PTTK Odrodzenie.</p>
<p><img src="http://ksieski.pl/content/images/2015/11/IMG_6249-1.jpg#wide" alt="Karkonosze"></p>
<p>Hartujemy się na podejściu na Szrenicę. Dostrzegamy dość istotny problem - pijemy tak dużo, że zapasów wody wystarczy nam maksymalnie do połowy trasy. Trzy litry na głowę, a każdy z nas już od dłuższej chwili korzysta z drugiej butelki... Słoneczko i plecaki też starają się nam zakomunikować - &quot;nie będzie tak łatwo!&quot;.</p>
<p>Na szczycie odpoczywamy pod schroniskiem. Przy kanapkach obserwujemy jak ekipa próbuje postawić nową antenę obok budynku. Przyglądając się, chłopaki - inżynierowie (a dzień po powrocie z wyprawy już magistrzy!) - zachwycają się, ile to rzeczy można zrobić za pomocą trytytek. Na dole, w Łabskim Kotle, małe stado jeleni spokojnie pasie się między drzewami.</p>
<p><img src="http://ksieski.pl/content/images/2015/11/IMG_6239-1.jpg#wide-down" alt="Karkonosze"></p>
<div class="tiles">
<div class="left">
<p><img src="http://ksieski.pl/content/images/2015/11/IMG_6234.jpg" alt="Karkonosze"></p>
 </div>
<div class="right">
<p><img src="http://ksieski.pl/content/images/2015/11/IMG_6261-1.jpg#alt" alt="Karkonosze"></p>
 </div>
 </div>
<p>Rozglądając się po okolicy - dookoła wszystkie wzniesienia i szczyty wydają się niemalże płaskie. Dopiero gdy spoglądamy w dół, w kierunku Jeleniej Góry, widzimy różnicę wysokości. W schronisku uzupełniamy wodę i lecimy dalej. Na horyzoncie jeden z najbardziej charakterystycznych punktów orientacyjnych - przekaźnik przy Śnieżnych Kotłach. Maszerujemy w jego kierunku.</p>
<p>Każde pasmo górskie ma dla mnie swój unikalny klimat i wywiera na mnie jedyne  swoim rodzaju wrażenie. Karkonosze nie są wyjątkiem. Jest tu... szeroko. Wszędzie daleko. Zagospodarowanie tych gór rzuca się w oczy. I ten mój ulubiony, czeski język. A moją bezwarunkową reakcją na mowę naszych południowych sąsiadów jest ledwo dający się powstrzymać chichot.</p>
<p><span class="right">Nic nie poradzę, że ten język jest taki śmieszny! Taki poważny kraj!</span></p>
<p>Niby dość płasko, kopulasto, a jednak szlak urozmaicony jest kilkoma ciekawymi formacjami skalnymi, sięgającymi kilkunastu metrów. Co najlepsze - na większość można spokojnie wejść - właśnie to uwielbiam! Mijamy Trzy Świnki, mijamy Twarożnik, bokiem obchodzimy Łabski Szczyt, aby za chwilę zameldować się przy przekaźniku i Śnieżnych Kotłach.</p>
<p><img src="http://ksieski.pl/content/images/2015/11/IMG_6273.jpg#alt" alt="Karkonosze"></p>
<p>Dopiero tutaj alpejski krajobraz Śnieżnych Kotłów w pełni uświadamia nam, jak wysoko zaszliśmy. Ich ściany opadają pionowo przez sto metrów - widok ten wywołuje na mnie niemałe wrażenie. Szczególnie, gdy patrzę na budynek stacji przekaźnikowej, stojącej jakby na urwisku, a dalej tylko morze niskiego, płaskiego lądu.</p>
<p>I tak - w tym miejscu najwyraźniej zawsze wieje!</p>
<p>Dłuższy postój przy Czeskich Kamieniach. A raczej na Czeskich Kamieniach. Sprawdzamy tempo - nie musimy się nigdzie spieszyć, chociaż w promieniach słońca czuć już nadchodzący wieczór. Delektujemy się kompletną ciszą - o tej porze na szlaku już pusto. Nic tylko tak siedzieć i siedzieć...</p>
<div class="tiles">
<div class="left">
<p><img src="http://ksieski.pl/content/images/2015/11/IMG_6300.jpg#alt" alt="Karkonosze"></p>
 </div>
<div class="right">
<p><img src="http://ksieski.pl/content/images/2015/11/IMG_6196-1.jpg#alt" alt="Karkonosze"></p>
 </div>
 </div>
<p>Po nieco ponad godzinie marszu, meldujemy się w Odrodzeniu. Bierzemy piwo i siadamy na tarasie, skąd obserwujemy przepiękny zachód słońca. Zasłużone chwile relaksu - gramy nawet w ping-ponga! Spokój, świetne towarzystwo, chłód nadchodzącej nocy. Niesamowity klimat, podsycany przez świadomość, że zasypiam w górach i jutro obudzę się w górach. Podoba mi się tutaj!</p>
<p><img src="http://ksieski.pl/content/images/2015/11/IMG_6344.jpg#alt" alt="Karkonosze"></p>
<p>Budzimy się nie tak rano. Dzisiaj zaplanowany mamy spokojny, dość krótki, aczkolwiek <a href="http://mapa-turystyczna.pl/route/evia">widokowy dzień</a> - z Odrodzenia schodzimy do Szpindlerowego Młyna, skąd następnie wspinamy się na Równię pod Śnieżką aby w końcu dojść do schroniska PTTK Samotnia.</p>
<p>Wychodzimy kilka minut po dziesiątej. Znów niesamowity upał. Zielony szlak kilkukrotnie przecina drogę prowadzącą na Przełęcz Karkonoską - pokonują ją głównie taksówki i kolarze. Mijając po drodze stadko kóz i czeskie gospodarstwa, napotykamy zimne wody Białej Łaby. Idealna okazja na choć chwilowe orzeźwienie - z wielkim entuzjazmem ochlapujemy nasze twarze.</p>
<p><span class="right">Za to Tomasz, z trochę mniejszym entuzjazmem, ochlapuje się niemalże w całości...</span></p>
<p>Kilkaset metrów niżej, przy Panieńskim Mostku, Biała Łaba wpada do tej prawdziwej Łaby - której źródło znajduje się nie tak daleko mijanego przez nas wczoraj... Łabskiego Szczytu. Logiczne! Ścieżką czysto już parkową, mijając opuszczony, betonowy bunkier i przechodząc przez drewniany most, wchodzimy do Szpindlerowego Młyna.</p>
<p><img src="http://ksieski.pl/content/images/2015/11/IMG_6407.jpg#alt" alt="Karkonosze"></p>
<p>Sam kurort jest przepiękny - ma w sobie <em>to coś</em>, czego nie ma prawie żadna polska miejscowość kończąca się na &quot;Zdrój&quot;. Pewnego rodzaju urok, poczucie odcięcia od świata, sielankowość, i jakże miłą dla oka, inną architekturę... Ach, ciężko jest mi to nawet opisać.</p>
<p>Sprawa wizyty po czeskiej stronie była jednym z nienaruszalnych punktów wyprawy. Główną motywacją - Studentská i Becherovka. Czekolada i ziołowa nalewka. A co z tego, że dostępne w Polsce? Przecież kupione i przywiezione z Czech smakują tysiąckrotnie lepiej!</p>
<p><a name="oplatky"></a></p>
<p>Do listy zakupów dorzucamy Kofolę (czemu tego nie ma w Polsce!?) oraz coś, co jadłem wieki temu na Słowacji w miejscowości Bardejovské Kúpele - oplatky. To bardzo cienkie wafelki, czy też andruty, z suchym, kruchym, słodkim nadzieniem.</p>
<p><span class="right">Prze-py-szne. Mega słodkie. Orzechowe. Prze-py-szne!</span></p>
<p><img src="http://ksieski.pl/content/images/2015/11/IMG_6455.jpg#wide" alt="Karkonosze"></p>
<p>Kończymy miłe leniuchowanie nad brzegiem Łaby. Czas wracać na polską stronę. Z tym postanowieniem, po dwustu metrach wspinaczki zrzucamy ledwo założone plecaki. Odcięło. O cholera. Odcięło wszystkie siły, a nie zeszliśmy jeszcze nawet z asfaltu. Nadal jesteśmy w miasteczku! Osobiście - najstraszniejszy fragment wędrówki kiedykolwiek - a przecież mam za sobą całkiem szalone wyczyny!</p>
<p><span class="right">A z naszej winy tytuł 'najstraszniejszego [..]' przetrwał jedynie kilkanaście godzin...</span></p>
<p>Oddech łapiemy co kilkanaście minut. Z nieba sączy się żar. Po kilku przystankach chłopaki lekko odżywają, ale ja wciąż nie czuję nawet krztyny sił do marszu. Szlaki rozchodzą się na dwa warianty, aby po godzinie znów się połączyć - oba trawersują południowy stok Kozich Grzbietów. Wybieramy Judeichową Scieżkę, znakowaną na żółto.</p>
<p>W dole, po naszej prawej stronie rozciąga się przepiękny widok na dolinę, w której znajduje się najstarsza, sięgającą XVI wieku, część Szpindlerowego Młyna - Svatý Petr - Święty Piotr. Była to niegdyś osada górników i drwali. Nad Świętym Piotrem górują szczyty <em>Přední planiny</em>, <em>Stoha</em> i <em>Zadní planiny</em>.</p>
<p><img src="http://ksieski.pl/content/images/2015/11/IMG_6456-1.jpg#alt" alt="Karkonosze"></p>
<p>Zaraz pod granicą lasu szlaki łączą się, wyznaczając ostatni etap naszych męczarni - dwieście metrów przewyższenia wśród kosodrzewiny, po skalnych stopniach i, gdzieniegdzie, stalowych schodkach. Mijamy kolarza wnoszącego tutaj swój górski rower. Jakim cudem wpadł na taki pomysł?</p>
<p>Przy kolejnym postoju tenże rowerzysta mija nas. Rzucam do niego kilka słów podziwu dla tego co robi. Okazuje się - Polak! W jego planach - kółko z Karpacza, przez Szpindlerowy Młyn i Śnieżkę, do miejsca startu. Dosadnie oznajmił, że nie był świadomy, że będzie tutaj <em>aż tak</em> stromo.</p>
<p><span class="right">My też nie sądziliśmy, że ledwo wejdziemy pod tę górę!</span></p>
<p>Na końcu podejścia długo wyczekiwana chwila wytchnienia. Koniec wspinaczki na dziś! Odpoczywamy na pobliskim <em>Krakonošu</em>. Krakonoš, Duch Gór, Liczyrzepa. Bohater wielu opowieści i miejscowych legend na przestrzeni wieków. Na szczęście dziś patrzy na nas łaskawym okiem i pozwala na wędrówkę bez większych niespodzianek.</p>
<div class="tiles">
<div class="left">
<p><img src="http://ksieski.pl/content/images/2015/12/IMG_6459-1.jpg#alt" alt="Karkonosze"></p>
 </div>
<div class="right">
<p><img src="http://ksieski.pl/content/images/2015/12/IMG_6527.jpg#alt" alt="Karkonosze"></p>
 </div>
 </div>
<p>A dalej już płasko - Biała Łąka, zatarte przez czas ruiny spalonej przez Wehrmacht Rennerovej Boudy oraz Rennerova studzienka, przy której znów skrapiamy twarze lodowatą wodą. Orzeźwienie pomaga tylko na chwilę. Na szczęście w sukurs przychodzi nam najwyżej położony browar w całej Europie Środkowej - <a href="http://www.lucnibouda.cz/en/brewery.html">Luční bouda</a>. Idealnie!</p>
<p><span class="right">Akurat nie było IPA, więc skończyło się na maślanym, czeskim pilznerze...</span></p>
<p>A dalej już łatwo, hyc na Równię pod Śnieżką, przy Spalonej Strażnicy hyc w dół do Strzechy Akademickiej, gdzie idąc jeszcze ciut w dół, lądujemy nad brzegiem Małego Stawu, pod schroniskiem o bardzo adekwatnej do miejsca nazwie - PTTK Samotnia.</p>
<p><img src="http://ksieski.pl/content/images/2016/01/IMG_6366.jpg#alt" alt="Karkonosze"></p>
<p>Miejsc do spania - brak. Nie omija mnie, tradycyjna już dla reszty ekipy, herbata z Becherovką w jadalni schroniska. Dość powiedzieć, że żywot tej butelki nie dotrwał do dnia następnego, a co dopiero mówić o Wrocławiu. A śpimy gdzie? Przecież każdy z nas czuł to w kościach - pod schroniskiem, w towarzystwie rozgwieżdżonego nieba.</p>
<hr>
<p>Budzimy się zanim na dobre udało nam się zasnąć. Uparcie decydujemy się realizować <a href="http://mapa-turystyczna.pl/route/zbrc">nasz ambitny plan</a> - wschód słońca na Śnieżce i powrót do Szklarskiej. Latarki tylko lekko pomagają - przy takiej pełni księżyca spokojnie można iść bez nich. Im bliżej, tym więcej ludzi wędruje obok nas - spektakl będzie przynajmniej tak samo popularny jak <a href="http://ksieski.pl/babia-gora">ten na Babiej Górze</a>.</p>
<p>A najstraszniejszy odcinek wędrówki kiedykolwiek? Właśnie teraz, właśnie tu. Stromo. Ciężko na plecach. Snu prawie wcale. Mimo tego, że przewyższenie tutaj to tylko nieco ponad 150 metrów, jest bardzo źle. Becherovka krążąca nadal w żyłach tym bardziej nie pomaga. Oj, nie pomaga...</p>
<p><img src="http://ksieski.pl/content/images/2016/01/IMG_6541-1.jpg#wide-alt" alt="Karkonosze"></p>
<p>A wschód... Jak zwykle ten widok wynagradza mi wszystko, wszelki trud i każdy kryzys - zarówno te już napotkane, jak i te, które jeszcze przede mną. Tyle zachodu, żeby przez kilka minut patrzeć jak szybko Słońce porusza się po nieboskłonie. Jedna, dwie chwile, a już wisi wysoko nad horyzontem. Ogarnia mnie niesamowita satysfakcja - polecam każdemu takie przeżycie!</p>
<p>Od tego momentu już tylko wracamy. Chowam aparat - nie mam siły nawet myśleć o zdjęciach. Schodzimy ze szczytu do Domu Śląskiego. Śniadanie. Padam na ławkę z wycieńczenia. Michał ratuje mnie konserwą. Po długim postoju i uzupełnieniu wody, ruszamy dalej. Nadal jest źle, ale z każdym krokiem jest ociupinkę lepiej.</p>
<div class="tiles">
<div class="left">
<p><img src="http://ksieski.pl/content/images/2016/01/IMG_6546.jpg" alt="Karkonosze"></p>
 </div>
<div class="right">
<p><img src="http://ksieski.pl/content/images/2016/01/IMG_6568-1.jpg" alt="Karkonosze"></p>
 </div>
 </div>
<p><img src="http://ksieski.pl/content/images/2016/01/IMG_6618.jpg#up-alt" alt="Karkonosze"></p>
<p>Mijamy Spaloną Strażnicę, kotły Małego i Wielkiego Stawu, Słonecznik. Odżywamy. Dalej kawałek nudnego szlaku, prowadzącego nas prosto do Odrodzenia. Przerwa. Wchodząc do schroniska widzę, jak jeden z turystów odbiera naleśniki. O nie, nie, nie! Chrzanię konserwy i wodę! Kawę i naleśniki poproszę!</p>
<p>Na tarasie ogarniamy powrotny pociąg. Za nami już prawie połowa trasy. Według mapy do Szklarskiej mamy jeszcze 5 godzin. A pociąg... za cztery i pół. A następny dopiero późnym wieczorem. Szybka decyzja - gonimy tyle, ile fabryka dała w nogach. Powinno się udać!</p>
<p>Z Odrodzenia szlak jeszcze przez kilkanaście minut prowadzi lekko w dół, aż do przełęczy Dołek. A potem znów podejście. Presja czasu. Po stu, dwustu metrach pod górę robimy przerwę. Skończył się nam oddech. Oho. Jak tak dalej pójdzie, to może zdążymy na ten późniejszy pociąg. Choć i to nie jest pewne...</p>
<p>A potem nasze tempo zaskoczyło mnie zupełnie. Bez żadnego postoju, w dusznym powietrzu i gorącym już słońcu bezproblemowo weszliśmy na Śląskie i Czeskie Kamienie, i nim się obejrzałem, byliśmy już przy przekaźniku. Tam, zamiast dalej iść przez Szrenicę, wybraliśmy szybsze zejście - Zimową Drogę - żółty szlak prowadzący przez Łabski Kocioł.</p>
<p><img src="http://ksieski.pl/content/images/2016/01/IMG_6274-2.jpg#wide-alt" alt="Karkonosze"></p>
<p>Mijamy schronisko Pod Łabskim Szczytem i wchodzimy w las. Za każdym zakrętem zastanawiamy się - &quot;kiedy w końcu wejdziemy do Szklarskiej?&quot;. I za każdym zakrętem dostajemy odpowiedź: &quot;jeszcze nie teraz&quot;. Szlak dłuży się w nieskończoność. Tylko las, las, las.</p>
<p>W końcu Szklarska. Musimy jeszcze przejść przez całą miejscowość. Ludzie dziwnie się na nas patrzą, niektórzy z myślą - <em>&quot;wariaci!&quot;</em>, inni z lekkim podziwem w oczach. Od stacji PKP dzieli nas jedynie ten ostatni, cholernie stromy kawałek. W jego połowie, na widok małej fontanny mówię: <em>&quot;Chłopaki, ogarnijmy się tutaj, ochlapmy się wodą!&quot;</em>. Od Tomka dostaję odpowiedź: <em>&quot;Jak tu się zatrzymam, to tutaj zostanę i nigdzie już nie pójdę!&quot;</em>.</p>
<p><img src="http://ksieski.pl/content/images/2016/01/IMG_6515.jpg#alt" alt="Karkonosze"></p>
<p>Tempo na tyle dobre, że na pociąg czekaliśmy ponad pół godziny. Zdążyliśmy. Koniec. Plan wykonany. Trzydzieści kilometrów pokonane. Teraz tylko kimnąć się w pociągu, wysiąść na dobrej stacji, załadować się w białą strzałę i do domu!</p>
]]></content:encoded></item><item><title><![CDATA[Praga na raz]]></title><description><![CDATA[Przyjazd w sobotę, wyjazd w niedzielę. Wypad na weekend.
=
W tym czasie uwarzyłem piwo i zobaczyłem Pragę. Tempo iście ekspresowe!]]></description><link>http://ksieski.pl/praga-na-raz/</link><guid isPermaLink="false">5c759d164e9c9c0001e285a3</guid><category><![CDATA[Eskapady]]></category><dc:creator><![CDATA[Konrad Księski]]></dc:creator><pubDate>Wed, 12 Aug 2015 17:38:24 GMT</pubDate><media:content url="http://ksieski.pl/content/images/2015/07/IMG_5748-copy.jpg" medium="image"/><content:encoded><![CDATA[<img src="http://ksieski.pl/content/images/2015/07/IMG_5748-copy.jpg" alt="Praga na raz"><p>Przyjazd w sobotę, wyjazd w niedzielę. Wypad na weekend.</p>
<p><span class="right">W tym czasie uwarzyłem piwo i zobaczyłem Pragę. Tempo iście ekspresowe!</span></p>
<p><img src="http://ksieski.pl/content/images/2015/08/IMG_5630-3.jpg#wide" alt="Praga na raz"></p>
<p>We Wrocławiu melduję się o 5 rano. Niewyspany, po nocy w pociągu, kupuję największą kawę, jaką się da. Dreszcze - zimno na tym zachodzie... Łyk za łykiem, podziwiam budynek dworca. Skubany, ładny jest.</p>
<p>Zgodnie z umową, kilkanaście minut później przyjeżdża Michał. Jest jakaś sprawiedliwość - on też się nie wyspał! Lecimy na błyskawiczny spacer przez Rynek i Stare Miasto, zahaczając o katedrę św. Jana Chrzciciela. Wszystko po to, abym cokolwiek z tego Wrocławia zobaczył - jestem tutaj po raz pierwszy.</p>
<div class="tiles">
<div class="right">
<p><img src="http://ksieski.pl/content/images/2015/08/IMG_5633.jpg#alt" alt="Praga na raz"></p>
 </div>
<div class="left">
<p><img src="http://ksieski.pl/content/images/2015/08/IMG_5634-1.jpg" alt="Praga na raz"></p>
 </div>
 </div>
<p>Po siódmej odmierzamy już wodę, słody i zaczynamy zacierać. Kolaboracja <a href="https://www.facebook.com/beerliftbrewery">Beer Lift Brewery</a> oraz <a href="https://www.facebook.com/akonradnapisal/posts/853211988098338">Księskiego Browaru</a>. Robimy Black IPA na amerykańskich chmielach. Żeby nie było za łatwo, oprócz warzenia chłopaki rozlewają w butelki swój porter bałtycki. Huk roboty!</p>
<p><span class="right">Tak minęła sobota, dzień pierwszy.</span></p>
<p>Wstajemy z zamkniętymi oczami, aby wyjechać o 6:30. Kierunek - przejście w Kudowie Zdroju, a dalej na Pragę! Zaraz za granicą, na stacji benzynowej w <em>Nachodzie</em>, Tomasz kupuje winietę.</p>
<blockquote>
<p>&quot;Weźcie to gdzieś naklejcie&quot; - mówi Tomek</p>
</blockquote>
<blockquote>
<p>&quot;No gdzie?&quot; - odpowiada Michał</p>
</blockquote>
<blockquote>
<p>&quot;Gdziekolwiek!&quot;</p>
</blockquote>
<p><a name="policie"></a></p>
<p>Żebyśmy wtedy wiedzieli, co będzie znaczyć to jego <em>&quot;gdziekolwiek&quot;</em>... Winieta powędrowała na prawy górny róg szyby. Po godzinie monotonnej i pełnej ziewania jazdy, docieramy do autostrady.</p>
<p><img src="http://ksieski.pl/content/images/2015/07/IMG_5649.jpg#wide" alt="Praga na raz"></p>
<p>Wjeżdżając, mijamy patrol policji, stojący na końcu ślimaka. Widzimy, jak dwóch panów się nam przygląda. Oho! Chwilę potem słyszę - <em>&quot;Jadą za nami!&quot;</em>.</p>
<blockquote>
<p>&quot;No to Tomasz, goń!&quot; - śmieje się siedzący z przodu Michał</p>
</blockquote>
<p>Policjanci zrównali się, popatrzyli na naszego białego Peugeot 206, a następnie szybko wskoczyli przed nas i zaczęli migać światłami.</p>
<p>Na poboczu wysiedli, podeszli do nas i przywitali się. Jeden z nich wsadził swoją głowę do auta, dokładnie przyglądając się winiecie. Po chwili oznajmił:</p>
<blockquote>
<p>&quot;Maly mandáčik. Sto korun, to je čtyři eura.&quot;</p>
</blockquote>
<p>Wyszło na to, że winietę przed naklejeniem trzeba podpisać numerem rejestracyjnym. I nakleić ją w prawym, <strong>dolnym</strong> rogu szyby. Przygotowani byli na nas, mieli nawet terminal do płatności kartą!</p>
<hr>
<p>Kilkanaście kilometrów przed Pragą, Tomek wyprzedza busa. Kilka chwil potem ten sam bus zrównuje się z nami. Czeska służba celna - cholera! I co? Oczywiście już skanują naszą przednią szybę w poszukiwaniu winiety. Kogut, eskorta na stację benzynową. Tomasz z mandatem w ręku tłumaczy, że my już dostaliśmy za swoje - celnicy w śmiech. Po rutynowym pytaniu <em>&quot;alkohol, cigarety?&quot;</em> możemy jechać dalej.</p>
<p><img src="http://ksieski.pl/content/images/2015/07/IMG_5651.jpg#alt" alt="Praga na raz"></p>
<p>Parkujemy na <em>Černym Moście</em> - to niby już Praga? Totalne obrzeża, wylotówka z resztką bloków i wielkimi, podmiejskimi hipermarketami. Kupujemy bilety na metro i wskakujemy do wagonika linii B. Dziesięć przystanków, a potem wyjątkowo długie ruchome schody.</p>
<p>Najgłębsza stacja metra w Warszawie - Nowy Świat-Uniwersytet - leży 24 metry pod poziomem gruntu. Nasz cel - praska stacja pod placem Republiki (<em>Náměstí Republiky</em>) - aż 40 metrów! Ciekaw jestem, jak długo jadą ruchome schody w Kijowie - tam na stacji Arsenalnej jest do pokonania, bagatela, 100 metrów przewyższenia!</p>
<p><img src="http://ksieski.pl/content/images/2015/08/IMG_5653-2.jpg" alt="Praga na raz"></p>
<p>Wychodzimy na słońce. Rozglądam się szybko dookoła - gdzie ja jestem? Przecież to inne miasto, zupełnie inny świat!</p>
<p>Wystarczy chwila, aby poczuć zupełnie inną atmosferę. W oczy uderza mnie ta piękna, lecz tak odmienna architektura. Nie umiem jej nazwać - zachodnia? austrowęgierska? Dookoła splot gotyku, renesansu, klasycyzmu. Według numeracji dzielnic - Praga 1. Podoba mi się, mógłbym zwiedzać i zwiedzać!</p>
<p><span class="right">Niestety dzisiaj mamy mało czasu.</span></p>
<p>Gnamy przez zatłoczone <em>Staré Město</em>. Robiąc zdjęcia o mało się nie gubię. Szybki rzut oka na rynek, przez który przedziera się procesja <em>&quot;Hare Krsna&quot;</em>. Trzeba przyznać - Czesi mają tutaj o wiele więcej budynków &quot;cieszących oko&quot; niż w jakimkolwiek polskim mieście. Nie trzeba się długo zastanawiać, czemu tak jest.</p>
<div class="tiles">
<div class="right">
<p><img src="http://ksieski.pl/content/images/2015/08/IMG_5666-2.jpg#alt" alt="Praga na raz"></p>
 </div>
<div class="left">
<p><img src="http://ksieski.pl/content/images/2015/08/IMG_5659-3.jpg#alt" alt="Praga na raz"></p>
 </div>
 </div>
<p>Kolejny rzut oka na ratuszową wieżę z XIV wieku i jej przepiękny zegar astronomiczny, działający od ponad 600 lat. Chwilę potem, przechodząc pod jedną z wież, wkraczamy na most Karola IV - króla Czech i Świętego Cesarza Rzymskiego. Jest to niewątpliwie jeden z najbardziej znanych symboli Pragi.</p>
<p>Znacie różne legendy, czy też zwyczaje mające zapewnić pomyślność i powrót do odwiedzanego miasta? Tak? Super - tak się składa, że jesteśmy w idealnym miejscu! Nie musicie nawet sięgać po portfel!</p>
<p><img src="http://ksieski.pl/content/images/2015/08/IMG_5759-2.jpg#wide-alt" alt="Praga na raz"></p>
<p>Balustrady mostu zostały ozdobione trzydziestoma barokowymi rzeźbami (choć dziś są to w większości repliki). Jedna z nich przedstawia św. Jana Nepomucena, który w tym miejscu dokonał swojego żywota. Według legendy, Jan wkurzył Wacława IV (syna Karola IV) tym, że nie wyjawił tajemnicy spowiedzi jego żony, którą władca podejrzewał o zdradę. Zgodnie z duchem średnich wieków, karą współmierną do tego czynu było zrzucenie Jana z mostu do Wełtawy.</p>
<p>Pomijam już pięć, czy też siedem gwiazd, które miały pojawić się nad wodą, czy też na niebie, w chwili jego śmierci, czy też po kilku latach. Ważne jest jedno - trzeba znaleźć na moście posąg świętego Jana, a pod nią płaskorzeźbę, która przedstawia moment jego śmierci. Należy dotknąć wyrytego na niej  męczennika, który głową w dół leci na spotkanie zimnego nurtu Wełtawy.</p>
<div class="tiles">
<div class="right">
<p><img src="http://ksieski.pl/content/images/2015/08/IMG_5672-2.jpg#alt" alt="Praga na raz"></p>
 </div>
<div class="left">
<p><img src="http://ksieski.pl/content/images/2015/08/IMG_5687.jpg#alt" alt="Praga na raz"></p>
 </div>
 </div>
<p>Aha, jeszcze jedno. Uważajcie, bo pobliskie płaskorzeźby też są wypolerowane przez dotyk turystów, a żadnych specjalnych mocy nie mają!</p>
<p>Przesądy przesądami, ale przecież wiadomo - nie stawia się torebki na podłodze. Chociaż... Ostatnio wychodzi na to, że to ja o tym wiem, a nie właścicielki torebek...</p>
<hr>
<p>Za mostem czeka na nas <em>Malá Strana</em> - Mała Strona. Tempo nadal zawrotne. Powoli wchodzimy na wzgórze <em>Opyš</em>, na którym zbudowano siedzibę królów - <em>Pražský hrad</em>. Jak na miejskie warunki - droga jest niespodziewanie stroma! Po drodze skusił nas <a href="https://pl.wikipedia.org/wiki/Trdeln%C3%ADk"><em>trdelnik</em></a> - sękaczopodobny, słodko-cynamonowy wypiek. Po chwili, choć z małą zadyszką, wchodzimy na zamek.</p>
<p><span class="right">Trdelnik dobry, ale w kategorii &quot;czechosłowackie słodkości&quot; mam <a href="//ksieski.pl/karkonosze#oplatky">innego faworyta</a> (o którym wkrótce!)</span></p>
<p><img src="http://ksieski.pl/content/images/2015/08/IMG_5748-copy-3.jpg#wide-alt" alt="Praga na raz"></p>
<p>Z murów zamku podziwiamy panoramę Pragi. Najwyższy punkt na horyzoncie to wieża telewizyjna na Žižkovie, widać też Stare Miasto, mosty na Wełtawie. Dostrzegamy też Wyszehrad - jest w planie, ale niestety nie starcza nam na niego czasu.</p>
<p>Równie piękne są zabudowania na wzgórzu zamkowym. Katedra świętego Wita - cudo. I z przodu, i z tyłu. A jej wnętrze, to miękkie światło wlewające się do środka przez wielokolorowe witraże... Ogromna, wspaniała budowla! Jedyny minus - miejsca przed jej frontem jest tak mało, że mój szerokokątny obiektyw nie jest w stanie jej objąć w całości.</p>
<div class="tiles">
<div class="left">
<p><img src="http://ksieski.pl/content/images/2015/08/IMG_5701-1.jpg#alt" alt="Praga na raz"></p>
 </div>
<div class="right" id="katedra-wita">
<p><img src="http://ksieski.pl/content/images/2015/08/IMG_5718-1.jpg#alt" alt="Praga na raz"></p>
 </div>
 </div>
<p>Z myślą o Złotej Uliczce kupujemy bilety - pan kasjer, dowiadując się, że jesteśmy z Polski, z uporem maniaka przeszedł na czeski - przecież wszyscy jesteśmy Słowianami! Dyskusja z nim po polsko-czesku - nie tylko o zniżce studenckiej na bilety - bezcenna!</p>
<p>Zwiedzamy też Stary Pałac Królewski - muszę przyznać, że zrobił on na mnie niemałe wrażenie. Szczególnie imponujące jest <a href="https://pl.wikipedia.org/wiki/Sala_w%C5%82adys%C5%82awowska#/media/File:Prag_Vladislav-Saal.jpg">sklepienie sali władysławowskiej</a>. Pełniła ona różne funkcje - od zatłoczonego korytarza, przez salę tronową, aż po miejsce odbywania się konnych (!) turniejów rycerskich.</p>
<p>Następna w kolejności jest Złota Uliczka - króciutka alejka malutkich domków, doklejonych do murów obronnych. W pomieszczeniach zachowano wystrój i klimat dawnych lat. Z jednego z nich można wejść wewnątrz muru, gdzie urządzono ogromną ekspozycję broni białej i zbroi. Niektóre z eksponatów są datowane na czasy przed naszą erą!</p>
<p>Znajdziecie tam wszystko - celtyckie noże, romańskie miecze, szable, halabardy, młoty, pancerze, hełmy... Jest tu nawet mini-zbroja dla kilkulatka!</p>
<p><img src="http://ksieski.pl/content/images/2015/08/IMG_5751.jpg#wide-alt" alt="Praga na raz"></p>
<p>Jeszcze tylko Wieża Dalibora (<em>Daliborka</em> - wieża tortur i śmierci) i kończymy obchód jednego z największych zamków na świecie. Późno już. Znów przekraczamy Wełtawę i kierujemy się na południe, wzdłuż jej brzegu. Zdążymy jeszcze tylko obejrzeć Tańczący dom i pójść na obiad.</p>
<p>Podchodząc pod &quot;to coś&quot;, odniosłem wrażenie, że budynki mijane podczas tego spaceru nad Wełtawą były o niebo ciekawsze niż to. Ohyda. Brrr! Nie polecam. Nie warto. Nie.</p>
<div class="tiles">
<div class="right">
<p><img src="http://ksieski.pl/content/images/2015/08/IMG_5724.jpg#alt" alt="Praga na raz"></p>
 </div>
<div class="left">
<p><img src="http://ksieski.pl/content/images/2015/08/IMG_5766.jpg#alt" alt="Praga na raz"></p>
 </div>
 </div>
<p>Wskakujemy w metro, a na <em>Černym Moście</em> w zaparkowaną białą strzałę, a nastepnie wraz z zachodzącym za nami słońcem obieramy kierunek Wrocław. Praga zrobiła na mnie duże wrażenie. Szkoda, że nie był to pełnoprawny, tygodniowy pobyt, tylko barbarzyńskie zwiedzanie w kilka godzin...</p>
<p><img src="http://ksieski.pl/content/images/2015/08/IMG_5678-4.jpg#wide" alt="Praga na raz"></p>
<p>Ale wrócę tu kiedyś. Tak czuję, że świt w tym mieście musi być przepiękny!</p>
]]></content:encoded></item></channel></rss>